Wyobraźcie sobie, że w kraju wódki i kiełbasy zabrakło nagle wódki. No może nie zabrakło, tylko zabronili. Władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza zakazała spożywania, sprzedawania, kupowania, wyrabiania i myślenia o alkoholu. Naturalnie u większości pojawia się opór i pytania w głowie „Co, gdzie, jak, zabronić?! A takiego wała!”. Taka sytuacja miała miejsce kiedyś w Stanach Zjednoczonych, tak mniej więcej pomiędzy Pierwszą a Drugą Wojną Światową.

Szczerze powiedziawszy nigdy nie byłam dobra z historii. Rzygałam walkami i wojnami wywołanymi obrażonym imieniem jakiegoś tam króla albo jego dupy. A już w ogóle nie lubiłam historii najnowszej, a już w ogóle nie interesowało mnie to co działo się za oceanem na kilkadziesiąt lat przed moimi narodzinami. Jest taki dowcip: Po co Amerykanie oglądają serial Rzym? Bo przecież nie znają zakończenia. Haha, zajebiste z punktu widzenia Europejczyków. To Amerykanie mają swoją wersję i nakręcili Zakazane Imperium czyli Boardwalk Empire (czy tam na odwrót). Jak się domyśliliście po wstępie jest to serial o czasach prohibicji.

Głównym bohaterem jest Enoch Thompson, który wie, że rodzice skrzywdzili go imieniem, dlatego każe nazywać się „Nuckym”. Nucky pełni prestiżową funkcję skarbnika w Atlantic City, a jak wiadomo w życiu – ten kto ma hajs ten ma władzę. Więc każdy włazi mu w dupę, a i sam Nucky wie jak oratorsko podlizać się każdemu, nawet skrajnym do siebie grupom społecznym. Kocha go Kobieca Liga Wstrzemięźliwości, lubią go Afroamerykanie i lubi go Ku Klux Klan. Nucky oprócz nieskazitelnego wizerunku jest kawałem skurwysyna, który pomimo zakazu trzyma łapę na nielegalnym obrocie gorzałą. Jako król Atlantic City utrzymuje dobre kontakty handlowe z innymi królami miast Wschodniego Wybrzeża, czasami wiadomo z niektórymi się pokłóci, trup wtedy pościeli się gęsto a jucha będzie radośnie tryskać we wszystkie strony. Jak każdy król Nucky uczy swojego następcę, Jimmy’ego, który w serialu pełni funkcję królewicza. Królewicz jest młodym, jurnym chłopakiem z problemami, który uczyć się nie chciał, więc został wysłany na wojnę, tylko nie taką mafijną, która trwa piętnaście minut, tylko taką prawdziwą, gdzie się kilka lat siedzi w okopach. Mamy króla, królewicza, czas na królewnę. Królewną jest Margaret, nieszczęśliwa kobieta, która ma dwójkę dzieci, leje ją mąż, ledwo wiąże koniec końcem… ale wiadomo od początku że przyjedzie po nią w lśniącej zbroi na białym koniu prawdziwy mężczyzna, który zabierze ją do pałacu. Jest też pan policjant, który chce pojmać głównego bohatera, jest też smutny pan z połową twarzy i jest mnóstwo innych postaci, które są tak doskonale wykreowane, że aż chce im się miłość wyznać.

Nie wiem jak HBO wybierało aktorów do ról, ale ich wygląd i zachowanie (albo może sama charakteryzacja) powodują, że wyglądają oni jak żywcem wyciągnięci ze starych, pożółkłych zdjęć z tamtego okresu. Garnitury, sukienki, makijaż, papierosy w lufach, a nawet fizjonomia! Nie wiem czy ja mam tylko takie wrażenie, ale ludzie sprzed stu lat minimalnie różnili się od nas wyglądem. Wiem, że mówię to na wyrost, bo były inne kanony piękna, inne uczesanie, a inna nawet była mimika i reakcje na niektóre rzeczy. Gorzej już trochę ze scenografią. Stany niesamowicie się zmieniły przez te sto lat i to co dla nich jest zabytkiem dla nas jest zwykłą ruderą, ale mimo to graficy nieźle musieli się napracować nad blueboxem, wymazywaniem drapaczy chmur i dorabianiu budynków ze starych widokówek.

Nie chcę Wam zdradzać za wiele, bo nawet jak Was nie interesują porachunki mafijne, handel gorzałą, strzelanki, flaki, krew i dużo przekleństw, to ten serial warto obejrzeć dla zapoznania się z zachowaniami w ówczesnych czasach. Jakie przerażenie w społeczeństwie budziło słowo „pochwa” czy „podpaska”, a jak już chłop babę lał w domu, to było okej. Jak nie interesuje Was również społeczny aspekt, to zawsze możecie obejrzeć ten serial dla cycków. A każda produkcja HBO to co najmniej sześć cycków na każdy odcinek.