Czasem zastanawiam się, czy mam po prostu nierówno pod kopułą, czy już mogę powiedzieć o sobie, że mam zmysł estetyczny. Bezpieczniej chyba będzie jak poprę tą pierwszą tezę, bo jestem niezły flejtuch. Będąc za czasów szczenięcych w kraju naszych oprawców zauważyłam znaczącą różnicę pomiędzy wyglądem Niemiec, a wyglądem Polski. I nie mówię tutaj o różnicy budżetowej, bo wiadomo, że tamci nas przewyższają o kilkadziesiąt zer, ale bez pieniędzy da się z pomysłem nadać wygląd swojemu otoczeniu. Więc dlaczego u nich, kurwa mać jest tak ładnie, a dlaczego u nas nie?! Aby zaspokoić swoją chorą chuć, zadam jeszcze kilka pytań, na które nie odpowiem.

Po pierwsze primo.

Kto wymyślił coś tak obrzydliwego jak betonowe płoty? Betonowy płot jest jak Polonez w Top Gear, rozjechany kot na autostradzie i ówczesne dokonania muzyczne Chrisa Cornella razem wzięte. Wyobraźcie sobie pewien obrazek. Nowobogacki dworek (Anno Domini 2009) z kolumienkami i dwoma garażami, żadnych drzew w ogrodzie i dwumetrowy betonowy płot, odwrócony wzorkiem do wewnątrz. Czy jest coś na świecie bardziej obrzydliwego i pozbawionego gustu? Otóż jest. Na trasie kolejowej Sieradz – Łódź, w szczerym polu, ktoś ogrodził sobie kawałek ziemi omawianym właśnie rodzajem opłotowania. Zadam kolejne pytanie – po chuj? Bo mu kamienie ukradną? Nie wiem dlaczego do tej pory nie zrobiłam temu zdjęcia. Nie rozumiem również samego fenomenu odgradzania się. Zauważyć to można u kompletnych ignorantów i warszawskich paniczyków, którzy mieszkają na strzeżonych osiedlach. Czy któreś z was widziało w filmach, gdzie jest pokazane amerykańskie przedmieście, coś takiego jak PŁOT? Bo ja nie. A w Polsce teraz każde nowe osiedle ma stróżówkę i płot pod napięciem. Moje małe, przytulne getto. Słodziasio.

Po drugie primo.

Reklamy. Duże ilości reklam. Tyle reklam, że przypomina to jeden wielki paw po dwudniowej libacji alkoholowej. Billboardy są wszędzie. Te przy wjazdach do miast sprytnie zawierają w informacjach numer telefonu, napisany małym druczkiem. Bo oczywiście jadąc samochodem, każdy się zatrzyma, żeby go spisać. Szyldy z napisem Las Vegas, HOT SPOT czy ODCHUDZANIE wściekle migają niczym stroboskop po oczach w badaniu EEG. Do jasnej cholery, czy tak agresywna forma reklamy musi zaśmiecać przestrzeń? Czy im większa płachta reklamowa, to tym większa erekcja właściciela reklamującego się przedsiębiorstwa? Patrząc na to, chcę powrotu komuny i znacznego ograniczenia wolności gospodarczej. Bo to co się dzieje, to jeden z wielu chorych, anarcholiberalnych snów Janusza Korwina Mikkego. Borze, chroń mnie przed atakiem reklam, bo niedługo mi w majtki wejdą.

Po trzecie primo.

Wiem, że ocieplanie bloków poprawia bilans energetyczny mieszkań, ale ten, który wymyśla schematy i kolorystykę, którą rzuca się na elewację powinien się zwolnić i uciec do Korei Północnej. Widziałam już kilka motywów – stokrotki rodem z Atari, tęczę i piramidy egipskie. Przechodząc obok bloku, na którym kolory gryzą się jak wściekłe suki w rui i słysząc z otwartego okna napieprzające disco polo, przerywane dźwiękiem dostępności na Gadu-Gadu, mam ochotę podpalić kosz, skulić się w kącie i spazmatycznie szlochać. Byłaby to scena przesiąknięta bolesnym dramatyzmem, niczym w wierszach narodowo – wyzwoleńczych polskich romantyków.

Nie wiem dlaczego piszę takie notki. Poprzysięgłam sobie, że będę miała tu kulturę i porządek, a treść wcale nie będzie wskazywała ewidentnie na mój cykl menstruacyjny. Po prostu bolą mnie dworki z balkonikami, śmieci i psie gówna na trawnikach, Golfy trójki zaparkowane na chodnikach i nieumyci ludzie w MPK. Agresja i złość zaćmiewają mój umysł i trzeźwość w pisaniu. Dlatego starajcie się, żebym nie miała pretekstów do pisania tak słabych notek.