Aby wreszcie dać sobie inspiracyjnego kopa, postanowiłam zrobić coś, co mogło mnie podpalić tak, że pisząc tę notkę rozwalałabym palcami wytartą klawiaturę. Tak, z okazji jutrzejszej premiery drugiej książki z trylogii „50 Shades of Grey” postanowiłam ją przeczytać, uratować i uświadomić kilka kobiecych istnień przed zakupem tego hedonistycznego marnowania drewna.

Świeżo po przeczytaniu muszę stwierdzić, że nie czuję wielkiej agresji uberfeminy. Nie mam ochoty podpalić wydawnictw, magazynów, nie mam zamiaru dzwonić do Femenu i nie chcę aby Christian Grey i Anastasia Steele zginęli w jakichś tragicznych okolicznościach. Nie, absolutnie nie zmieniłam zdania na temat najbardziej chybionego bestselleru i komercyjnie napompowanego gniota literackiego. Nie wiem czym jednak są spowodowane te neutralne uczucia – spleenem, apatią, czy może tym, że przeczytałam „Ciemniejszą stronę Greya” po angielsku? W tym roku po angielsku czytałam jedynie literaturę i publicystykę z zakresu politologii, dziennikarstwa i masy innych rzeczy, więc może to ten fakt neutralizował wszystkie irytujące zdania w książce (czyli jakieś 95% treści).

Nie, chyba jednak nie. „Ciemniejsza strona Greya” jest książką cholernie nudną i rozsmarowaną na jak największej liczbie kartek, tylko po to, aby nie przypominało objętością Harlequina. Nie wiem czy to moja „znakomita” znajomość języka angielskiego, czy po prostu tragiczny kunszt pisarski autorki, pozwoliły mi na dalsze wywracanie oczami i ziewanie nawet w momentach opisywanego seksu.

Panie i Panowie, skupmy sie jednak na treści, którą dałoby się upchnąć w jakichś 300 stronach formatu zeszytowego. Pierwsza część skończyła się na tym, że samiec alfa hołubiony przez perfekcyjne panie domu tęskniące za seksem z młodym, pięknym, nieznajomym, zlał tak smutnego Kopciuszka, że ta uciekła od niego z płaczem. Była nadzieja, iskierka, małe światełko w tunelu, że ta kretynka pomyśli. Już sam początek drugiej części rozwiewa nadzieje, Anastasia już po pierwszym mailu wraca do swojego stalkera i nadal tworzą piękną, kochającą się parę, która piętnastu sekund nie jest w stanie bez siebie wytrzymać. Jednakże jak każde dziecko by się domyśliło, aby stworzyć jakąś bzdurną fabułę, trzeba ten obrazek czymś zmącić i dodać szczypty dramaturgii. Na poczekaniu każde z Was może wymyślić dalszy ciąg tej słodkiej historii, wystarczy tylko sięgnąć po Disneya. Należy dodać złych ludzi, którzy czyhają tylko na to aby uderzyć i patrzeć jak szczęście Any i Greya lega w gruzach. Złymi ludźmi są: pani Robinson – pierwsza kochanka Greya, która wprowadziła go w świat S&M, Leila – jedna z Uległych, która ma problemy psychiczne i zaczyna stalkować oraz Jack – szef Any, który zaczyna się do niej podwalać. Niby durny schemat, który da się wymyśleć w ciągu dwóch minut, jednak jak się uprzeć, dałoby się z niego całkiem sporo wycisnąć. Ale nie, nie dało się. Zamiast wystawić intrygi na pierwszy plan, dodać głębi bohaterom drugopanowym (chociaż nawet takiego kiczowatego mroku!), wymienione postaci są płaskie, bezbarwne, sztampowe i niemalże papierowe. Jak takie lalki Barbie, którymi poruszając przechyla się nimi na prawo i lewo, sprawiając, że czasem obluzowywały im się główki.

Na pierwszym planie autorka mogła również umieścić tytułową ciemniejszą stronę, jego problemy, fobie i przyczyny, w których należy się dopatrywać jego dominującego, zaborczego i popierdolonego zachowania. Kolejne fakty były odkrywane ot tak sobie, na zasadzie pytanie – odpowiedź, bez żadnego napięcia, szukania, domyślania się i wytężania mózgownicy. Na pierwszym miejscu jest ich ZWIĄZEK. Związek, który przypomina chodzenie dwóch gimbusów, tylko takie z seksem. Słodzenie sobie do wyrzygania, powtarzanie w kółko, że jedno do drugiego należy i go za cholerę nie opuści, choćby świat miał runąć w posadach.

No tak, zapomniałam o najważniejszym. O seksie. Chyba u Aronsona, albo w jakiejś innej mądrej książce przeczytałam o eksperymencie, gdzie na grupie studentów badano ich podniecenie seksualne. Doświadczenie trwało kilka dni, studentom zebranym w jednym pomieszczeniu puszczano film pornograficzny. Gdy za pierwszym razem każdy był poruszony, lekko zawstydzony i podniecony, za dziesiątym razem oglądając ten sam film każdy już przysypiał. Tu jest dokładnie tak samo. Te same powielone zdania, to samo unikanie nazewnictwa określającego genitalia i to samo opisywanie Christiana, niczym sypanie łopatą posypki czekoladowej na gofra w Międzyzdrojach. Właśnie, to perwersyjne niemalże hołubienie i opisywania Greya było tak nieznośne, tak częste i tak przesłodzone, że zdałam sobie sprawę z tego, że nigdzie w drugiej części nie był powtórzony opis wyglądu Any. Nigdzie, absolutnie nigdzie. A co, jeśli ktoś przeczyta od drugiej części? Jak to mawiała moja była współlokatorka z czasów studenckich – pizda gwóźdź, kurwa mać będzie.

Nie chciałabym wyjść tutaj na jakąś skrajna alterglobalistkę i jakiegoś lewaka (hahaha, dobre), ale co mnie jeszcze irytowało – globalizacja, konsumpcjonizm i product placement. Jak tablet, to tylko iPad. Jak kawa to tylko Starbucks. Jak buty to tylko Louboutin. Jak telefon to tylko BlackBerry, a jak papierosy to tylko Marloboro (LAKI SRAKI 4 LIFE). Et cetera, et cetera. Idealne produkty na idealnej parze, idealna miłość, idealny seks i idealne pieniądze.

Taki dowcip krąży w Internetach – Jak wygląda porno dla kobiet? On ją rucha, a potem biorą ślub. Tak dokładnie można opisać całą fabułę. Może przeczytam trzecią część. Nie spojrzałam na zarys treści, jednak obstawiam – Ana zajdzie w ciążę i pomimo jakichś mrocznych sekretów z przeszłości tytułowego stalkera, idealny obrazek szczęścia w amerykańskim stylu nie zostanie zmącony, wszystko skończy się ślubem. Tak jak w babskich pornolach. Ojej, czyżbym zgadła?

PS. Patrzcie co znalazłam – KLIKU KLIKU. Dlatego również jestem za liberalizacją aborcji i szeroką dostępnością do środków antykoncepcyjnych.

PPS. Aż dziwne, że w książce o S&M nie została wspomniana ani razu ta piosenka. Czterema minutami Reznor zawstydził panią James:

 http://www.youtube.com/watch?v=PTFwQP86BRs

Zachęcam również do recenzji pierwszej i trzeciej części:
3# Nowe oblicze Greya, czyli jak koniec tej degrengolady doprowadza do orgazmu
1# Pięćdziesiąt twarzy Greya