Niesamowity zaszczyt mnie kopnął, mili Państwo. Kiedyś tam, szmat czasu temu, z nudów zrobiłam dwa quizy na Facebooku, a dzięki temu, zyskałam status „developera”. U góry pojawiła się propozycja przetestowania nowego profilu. Jako że jestem uzależniona od Internetu, mając wizję lansu nowym profilem, od razu przystałam na tę propozycję.

Na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda ładnie i przejrzyście. Ustawiłam sobie słodko – romantyczne zdjęcie na okładkę, żeby było w moim kąciku ładnie i dziewczęco. Oś czasu to całkiem dobry pomysł. Można po datach i miesiącach dojść do swoich starych statusów i wiadomości, co wcześniej graniczyło z cudem.

Nowością jest aranżacja starych wydarzeń, które można dodać do swojego profilu i wkleić na oś czasu, jako „ważne wydarzenie życiowe”. Podzielone są na pięć grup – Pracę i edukację, Rodzinę i związki, Living, Zdrowie i dobre samopoczucie oraz Milestones and Experiences. Jak widać, profil jest jeszcze mocno w wersji beta, bo jakaś 1/3 nazw nie została przetłumaczona. Do Pracy i edukacji można sobie standardowo dodać pracę i ukończenie danej szkoły. Nowością jest opcja Służby wojskowej. Była to pierwsza szpilka irytacji nowym profilem. Rozumiem uzupełnienie zakładki edukacji i pracy, ale co kogo obchodzi status związku z Wojskową Komisją Uzupełnień? To jak zaglądanie komuś pod kieckę. Na złość wpisałam sobie Polskie Siły Powietrzne i status oblatywacza na F16 w Wojskowym Lotnisku w Łasku. W końcu kto nie marzył o byciu pilotem? Przejdźmy do zakładki Rodzina i związki. Ustawić sobie możemy zaręczyny, zawarcie związku małżeńskiego, możemy dodać sobie dziecko i uwaga… zwierzaka. W tym przypadku nie skłamałam, mam zdjęcia swojego psa na profilu, teraz mógł zostać pełnoprawnie dopisany. Oprócz pieska dodałam sobie rybkę, która, jak się okazało, ma już trzy lata.

Ale przejdźmy dalej. Niżej jest opcja… Utrata bliskiej osoby. Wcześniej napisałam coś o irytującej szpilce, teraz to jest gwóźdź. Dziewięciocalowy, do trumny dosłownie. Można sobie wpisać osobę, która zeszła z padołu łez, datę i dodać jakieś zdjęcie z tego „wydarzenia”. Jakie zdjęcie, do kurwy? Zdjęcia z pogrzebu? Z krematorium czy nieboszczyka w trumnie?! Świetnie, niezła zabawa będzie jak ktoś pod tym wydarzeniem kliknie „Lubię to!”. Wszyscy się posrają ze śmiechu. To nie jest już zaglądanie pod spódnicę, tylko w majtki. Dobra, karawana jedzie dalej, zakładka Living obejmuje Przeprowadzki, Kupno domu/mieszkania, dopisanie sobie współlokatora i kupno nowego samochodu. Chciałam przez moment dopisać sobie Wawel i Astona Martina, ale nadal miałam półmroczność jasną po dostaniu w twarz opcją pogrzebową. Ciekawe jest Zdrowie i dobre samopoczucie, gdzie można się podzielić ze swoimi znajomymi chorobami, operacjami i złamaniami, a do tego możemy wkleić zdjęcie i dopisać zwolenników (nie pytajcie się, nie wiem co to). W Milestones and Experiences dorzucić możemy naukę języka, podróże, osiągnięcia i nagrody oraz zdobycie licencji. Ostatnie pewnie będzie popularne wśród osiemnastolatków chcących się popisać zdobyciem prawa jazdy.

Jako, że wszystko się powywracało w piździec na tym nowym profilu, z ciekawości weszłam na Ustawienia prywatności. Tutaj Facebook doszedł do kolejnej bazy, mianowicie chce zajrzeć w nam w okrężnicę. Nie dość, że nowe opcje są po angielsku i wymagają ode mnie wysilenia mózgownicy, żeby sobie przetłumaczyć na polski, a potem na nasze, to hitem jest opcja Proponowanie znaczników. Niewinnie zatytułowane, a po przyjrzeniu się wygląda to na cholerną kartotekę policyjną w Ministerstwie Miłości. Ta opcja pozwala Twoim znajomym zaoszczędzić czas, jaki musieliby poświęcić na dodawanie znaczników na własnych zdjęciach — szczególnie w przypadku oznaczania licznych zdjęć z jednego wydarzenia. Och super, naprawdę Facebook oszczędza nasz jakże cenny czas, zamiast głupio klikać, sprawdzić można kurs na Wall Street! Jeśli znajomy doda zdjęcie, na którym jest osoba podobna do Ciebie, zasugerujemy dodanie Twojego znacznika. Twój znajomy może zignorować sugestię – znaczniki nie są dodawane automatycznie. Nie zostaniesz automatycznie oznaczony(a). Ciśnienie mi skoczyło do zawałowego – dlaczego Facebook ma gdzieś w zeszyciku mój wizerunek i dlaczego może sobie robić z nim co chce? Ale co ja się czepiam, przecież nie oznacza mnie to automatycznie! Zastanawiam się, gdzie podpisałam ten cholerny cyrograf do banku twarzy? W tym przypadku ich nazwa sprawdza się idealnie. Księga Twarzy.

Przechodząc do opcji Aplikacje gry i witryny, wejdźcie sobie w W jaki sposób użytkownicy udostępniają informacje o Tobie aplikacjom, których używają. Odznaczcie wszystko, to powinno zapobiec wszelkiemu oznaczaniu na zdjęciach typu kto kiedy ma urodziny i innym dziadostwie. Staram się być świadomym użytkownikiem, nie mam upublicznionego profilu, a dużo informacji mam poblokowanych nawet przed niektórymi znajomymi. A tu pojawiło się tyle nowych opcji, „dzięki” którym miałam odsłoniętą dupę przed jakimiś aplikacjami.

Nie chcę Was zalewać zbitką słów i liter, bo po pierwsze sami zobaczycie nowy profil już 30 października, a po drugie jeszcze się sama w go nie wgryzłam. Jestem bardzo na nie i proszę sobie nie myśleć, że przy każdej zmianie na jakimkolwiek portalu gdzie jestem, piana mi wychodzi na usta. Wręcz przeciwnie, byłam jedną z niewielu, które nie miały nic do zmian na Last.fm. Przypuszczam, że zmiany te poniosą za sobą tysiące usuniętych kont. Tylko jest tutaj problem – Jak nie Facebook to co? Google+ jest naprawdę słabe i również należy do giganta, który by w dupę zajrzał. Najlepiej chyba zostać antyspołecznościowcem i outsiderem, wrócić do epoki kamienia łupanego, gdzie zdjęcia oglądało się na papierze, a ze znajomymi umawiano się wyłącznie metodą komunikacji werbalnej.