Nawet nie wiecie, jakim szczęściem, w waszych szarych życiach jest znajomość z moją miłą osobą. Już niedługo, drodzy Panowie, będziecie szpanować przed innymi samcami faktem, że spożywaliście że mną alkohol i tym, że rzekomo na was „leciałam”. Panie natomiast, będziecie w spazmach opowiadać jak chodziłyśmy obładowane zakupami po Manufakturze oraz tym, że nadal umawiamy się na kawkę, nawet wtedy, kiedy będę w Tokio. Dlaczego tak? Bo ja, drodzy Państwo będę gwiazdą.

W myślach już napisałam setki piosenek. Tekstów mądrych, pouczających, składających się ze zdań, które powyrywane z kontekstu, dają idealną mieszankę do wlania w formę opisu na gadu-gadu. Piosenki te ociekają seksualnymi solówkami gitarowymi i przez to będą mogły podnieść przyrost naturalny w Polsce. Składać się będą z chwytliwych a zarazem niegłupich melodii, które młodzież nosiłaby z podkręconą głośnością na słuchawkach i szlifowała w rytm bruki swych miejscowości. W głowie mam już tyle riffów, których uczyliby się początkujący gitarzyści, a specjaliści od marketingu, płaciliby horrendalnie wysokie tantiemy za wykorzystanie chociaż pięciu sekund w reklamie czy jakimś modnym amerykańskim serialu. Zaplanowany mam również zespół, za którym ciągnąć jak ogon będą się piękne i biuściaste groupies. Zespół który niczym supernowa rozbłyśnie na niebie, oślepi wszystkich i sprawi, że niewierzący w rock and rolla padną na kolana i czołem będą wycierać podłogę. Swoje anemiczne ciała będziemy ogrzewać w jupiterach sal koncertowych, a karmić będziemy się wrzaskiem fanów, którzy od kilkunastu godzin czekali w ścisku na kilkadziesiąt minut z żywą wersją plakatu znad łóżka. Wiem nawet jak będą wyglądać recenzje naszego piątego albumu w magazynie The Rolling Stone, który ogłosi nas nieślubnymi dziećmi Led Zeppelin. W swym błysku zostaniemy milionerami, ale zamkniemy ten rozdział w idealnym momencie, w którym, jakby to powiedział klasyk, będziemy lśnić jak diament wśród tandety. Zapiszemy się na kartach historii muzyki grubszą czcionką niż The Beatles.

Oprócz bycia gwiazdą rocka, będę również pisać. Mam w głowie, podobnie jak piosenek, kilka nienapisanych powieści. Niedokończonych, z jedynie nakreśloną fabułą, czasem tylko z zarysowanymi bohaterami, kryminały, romanse, horrory i powieści obyczajowe. Wszystkie zasługujące na co najmniej literacką Nagrodę Nobla, wszystkie bardziej intratne niż postać Harry’ego Potter’a. Widzę swoją wątłą postać trzepoczącą rzęsami przy podpisywaniu dedykacji na książkach oraz stojącą na czerwonym dywanie, przy kolejnej ekranizacji swej genialnej powieści, gdzie w kreacji Elie Saab’a będę wywijać na szczupłej rączce torebką Chanel 2.55. A kilkadziesiąt lat po mojej śmierci, moje słowa znajdą się na rozszerzonej maturze z języka polskiego i na myśl o sformatowanym kluczu interpretacji, urna z moimi prochami będzie złowieszczo podskakiwać.

Już wkrótce, mili czytelnicy, będziecie się szczycić, że byliście jednymi z pierwszych czytelników Kawy i Papierosów. Już za chwileczkę, już za momencik mój talent rozbłyśnie i na wieki wieków będzie podziwiany i opisywany przez wszelką intelektualną tłuszczę i elity symboliczne. To kwestia kilku chwil, tylko… tylko… jeszcze tylko chwilę podłubię w nosie i pójdę się przespać.