Arizona Muse for Louis Vuitton Cruise 2013Czy jest możliwe powiązanie przyziemności dorastania z największymi dokonaniami literackimi ludzkości? Burzy hormonów, która trzaska piorunami testosteronu w młodym ciele i deklamowaniu fragmentów „Fedry” Jeana Francine’a? Korytarze licealne zamienić na jaskinie namiętności z „Popiołów” Żeromskiego? Takie cuda działy się w głowie głównego bohatera książki, która ostatnio przez przypadek trafiła mi w ręce. Ta książka to „Madame” Antioniego Libery.

Ciężko było egzystować inteligencji w Polsce w czasach miłosiernej opieki wujka Stalina i tuż po jego opłakiwanej plastikowymi łzami śmierci. Wszstko było takie szare, nudne i do dupy. Rówieśnicy głównego bohatera w Europie Zachodniej prawdopodobnie popijali wyśmienitą kawę na Polach Elizejskich i dyskutowali żywo na temat nowych wystaw i sztuk. A nasz bohater (pozwólcie mi tak na niego mówić, bo jego imienia przez całą książkę nie poznacie) jest młodym inteligentem, który udziela się w szkolnym kółku aktorskim (i wystawia sztuki pokreślone przez cenzurę nauczycielską), gra w zespole jazzowym, którego nikt nie słucha (big beat był wtedy na topie, a nie jazz) i przytłoczony rzeczywistością PRL-owską prawdopodobnie by wyszedł ze szkolnych murów z gorzkimi wspomnieniami.

Do czasu gdy pojawia się Ona. Madame. Nauczycielka francuskiego, która szybko awansuje na stanowisko dyrektorki liceum. Ambitna, młoda, ubrana w coś innego niż szarość komunizmu, pachnąca perfumami, których zazdrościła jej cała żeńska część szkoły. Początkowo nasz bohater nie zawraca sobie nią głowy, jednak nawet do jego niezainteresowanych uszu plotki dochodziły i mówiły tym razem o Rudym z 3c, który twierdzi, że Madame zaprosiła go na weekend do siebie, na wiadomo co. Nie zwraca uwagi oczywiście do czasu. Pewnego dnia Madame wchodzi do klasy naszego bohatera i oznajmia bezpardonowo, że ich nauczycielka francuskiego, została przez nią zastąpiona. W naszym bohaterze coraz bardziej pęka chęć bycia innym, tym „niezakochanym” w Madame i poddaje się jej zapachowi perfum, kiedy ta przemyka na swoich cienkich obcasach pomiędzy rzędami ławek. Cóż uczynić? Nie może przecież specjalnie upuszczać długopisu na podłogę, żeby zajrzeć jej pod spódnicę, a potem chwalić się na papierosie w kiblu, że Madame dzisiaj ma na sobie bordowe majtki. To się nie godzi, przecież umysł musi mieć władzę nad cielesnością!

To co zaczyna robić bohater powoli przeradza się w obsesję zakochanego młokosa, zdającego sobie sprawę z mleka, który widnieje na jego meszkowatym zaroście. Jednak chcąc zwrócić uwagę Królowej Śniegu w jakikolwiek sposób postanawia uciec się do metod innych niż upuszczanie długopisu na podłogę. Przeradza się coś, co uzmysława bohaterowi niektóre rzeczy, stymuluje go do dalszego rozwoju i daje lekcje dojrzałości.

Przeczytajcie koniecznie. Również z tego względu, że Antoni Libera uświadomił mi, że może za trzydzieści lat będę miała taki styl pisania chociaż w połowie jak on.