Na wstępie chciałabym serdecznie podziękować pani Magdalenie Żuraw za inspirację. Ostatnio miałam dosyć pieruńskio ciężkie dni, które albo kończyły się w szpitalu, albo leżeniem i obwinianiem świata za wszelkie trudy. Pani Magdo, dziękuję, ratuje Pani mojego bloga i utrzymuje przy mnie garstkę przetrzebionych czytelników.

A chciałabym się odnieść do Pani postu z portalu Debata, który zamieściła Pani 6 marca 2010. Trochę stary tekst, jednak temat zawsze świeży i przypuszczam, że Pani poglądy w tej kwestii również się nie przeterminowały. Obiecałam sobie, że nigdy nie będę politykować na swojej stronie, bo staram się akceptować wszelkie spojrzenia na świat. Niestety tekst ten wystawił moje postanowienie na próbę i przyznam, że jako kobieta jestem stała tylko w swej zmienności – na Pani przypadku moja i tak szeroka tolerancja się kończy.

Tekst pani Magdaleny porusza bardzo wdzięczne zagadnienie kobiet. Temat rzeka, jednak dzięki temu przekonałam się o istnieniu czegoś niemożliwego w społeczeństwie – obecności mizoginii w kobiecie. Jeszcze raz dziękuję pani Magdalenie, za lekcję wyciągniętą z działu „Życie”, w końcu człowiek uczy się całe życie.

Pragnę w swoim poście odnieść się do „Gdzie diabeł nie może…..” (wielokropek składa się z trzech kropek, a nie pięciu), wyrywając poszczególne zdania. Oczywiście, żeby zmyć siebie zarzut wyciągania zdań z kontekstu, podpinam tutaj link do artykułu.

Jesteśmy witani skierowaniem tekstu do feministek, który kontrastując do nich napisała piękna kobieta. Dobrze, może ja również to zastosuję: Jestem feministką, nie twierdzę, że jest ze mnie Monica Bellucci, ale ostatnia też taka nie jestem. Patrząc po zdjęciach, to pod względem urody, jesteśmy na podobnym poziomie. Już uszczypnięcie czuję gdy widzę podtytuł „Szarańcza”, jednak rozstroju nerwowego dostałam, gdy przeczytałam fragment „Gdy nie zajmują się nauką czy szeroko pojętą kulturą – niszczą siebie (swoją kobiecość); gdy zaś zajmują się (zawodowo) nauką czy kulturą – zaniżają ich poziom, przez co niszczą ludzkiego ducha.”. Nie wiem jak to rozumieć. Kobieta zajmująca się kulturą, załóżmy wiolonczelistka, bądź nauką – nauczycielka, nie jest kobieca? I nauczycielki, będąc nauczycielkami, zaniżają poziom oświaty, odbierając „ludzkiego ducha”? Co mam rozumieć poprzez „ludzkiego ducha”? Czyżby kobieta wg pani Magdaleny nie była człowiekiem, tylko jak to powiedział święty Tomasz z Akwinu, błędem natury i są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny? Ale nie dywagujmy, bo to temat na pracę magisterską, a przede mną jeszcze 90% tekstu, do którego wypadałoby się odnieść.

Jazda bez trzymanki zaczyna się od części: „Fakty mówią same za siebie:”. Jakie fakty? Może jakiś przypis, źródło? Ale przejdźmy dalej!

1. Nauka: Niemal wszystkie przełomowe odkrycia w dziejach ludzkości dokonywane są przez mężczyzn. Żadnego Lorentza, Newtona płci pięknej.

Świetnie, że to Pani zauważyła, bo ma Pani rację – praktycznie żadnych kobiet w dziedzinie wynalazczości. Szkoda, że nie pomyślała Pani troszkę dłużej i nie wpadła na fakt, że do początku XX wieku, kobiety miały praw tyle co kot napłakał i nie mogły rejestrować swoich wynalazków w urzędach patentowych, dlatego robiły to na nazwisko swoich mężów. Cała chwała geniuszu przypadała więc facetowi. Ach no i na potwierdzenie swojej tezy, przytoczę fakt tego, że rad i polon same się nie odkryły (każdy wie, kto to odkrył, Skłodowska Curie była kobietą) oraz setki wynalazków wymyślonych przez kobiety, takie jak pralka (Elisabeth Merrell, 1859), zmywarka (Josephine Cochran, 1886) czy terma łazienkowa (Florence Gill). Już nie wspomnę o tych mniej ważnych wynalazkach jak kamizelki ratunkowe, sedes (!!!), wózek inwalidzki, latarnie uliczne czy choćby staniki. A o ilu kobietach wynalazcach zapomniano z powodu ówczesnego prawa? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy.

2. Poezja: dziś w większości pisana przez kobiety – upada. Żadnego Baudelaira, Poego.

To nie jest głupie, tylko śmieszne. Upadła poezja Szymborskiej, Poświatowskiej, Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej i Osieckiej. A Safona, Elisabeth Bishop i Sylvia Plath? Toć to grafomanki były.

3. Literatura: żadnego Dostojewskiego, Goethego.. Wybitna literatura nie wyszła nigdy spod kobiecego pióra.

Nigdy nie było Jane Austen, sióstr Bronte, Virgini Woolf, Agathy Christie, Harper Lee, Mary Shelley czy J. K. Rowling. Polskie podwórko? Proszę bardzo, żadne wybitne dzieła nie wyszły spod pióra Konopnickiej, Orzeszkowej, Nałkowskiej, Zapolskiej czy Dąbrowskiej. Ich obecność na listach lektur jest tylko dlatego, żeby nieogolone feministki się nie czepiały.

4. Malarstwo: żadnego Dalego, Malczewskiego (propozycje współczesnych malarek są dodatkowo antysztuką).

Skoro dla pani Magdaleny współczesna sztuka jest antysztuką, to daruję sobie wymienienie Abakanowicz i Kobro. Żadnego wybitnego działa nie namalowała Tamara Łempicka czy tam Olga Boznańska. Georgina O’Keeffe, Frida Kahlo, Élisabeth Vigée-Lebrun? A kto to do cholery jest?!

5. Muzyka: żadnych wybitnych kompozytorek. Żadnego Mozarta, Beethovena.

Akurat to prawda, kompozytorek muzyki poważnej jest jak kot napłakał, jedtem w stanie wymienić tylko Sofię Gubajdulina i Joannę Bruzdowicz. A w muzyce popularnej to jakaś tam Bjork, Tori Amos, Janis Joplin, Edith Piaf, PJ Harvey czy nawet Rihanna i Lady GaGa to tylko tło dla muzycznego kultu fallusa.

6. Filozofia: brak kobiet geniuszy. Żadnego św. Tomasza z Akwinu, Bierdiajewa.

O, tutaj mnie masz. Nie powymądrzam się tutaj, bo filozofia jest dziedziną, która mnie interesuje tyle co instytucja wielomianów na matematyce. Ale Hypatię z Aleksandrii znam.

Dalej jest równie ciekawie, pani Magdalena używa takich zwrotów jak plaga kobiet i stwierdza, że kobiety są po prostu głupsze od mężczyzn. Powstrzymam swój durny słowotok  i daruję Wam kolejną wymieniankę, tym razem Noblistek. Ale jedziemy dalej: „Miejscem kobiety jest dom. Dobra literatura, poezja (pisana przez mężczyznę), ukochane dziecko. Tam może się rozwijać, tam realizować i stamtąd zmieniać świat.”. Pytam się, droga Magdaleno, dlaczego bawisz się w politykę z ramienia Prawa i Sprawiedliwości i będąc w idealnym wieku rozrodczym nie masz ani jednego dziecka? Dlaczego nie masz męża, któremu mogłabyś gotować, kiedy ten wróci z pracy? „Zauważmy, iż zupełnie nie liczą się dziś cechy czy przypadłości, które sprawiają, że to wśród kobiet jest więcej przypadków kontaktów z Boską rzeczywistością, że to one częściej otrzymują dar wizjonerstwa, obcowania w codzienności z ukazującym się im Jezusem, czy Matką Boską.” O, świetnie, wreszcie w czymś przodujemy, czuję się taka dumna.

„Nie rozumiemy, że posiadanie mniejszego IQ nie świadczy o mniejszej wartości osoby? Nie? No właśnie..” Przepraszam, czy Ty przypadkiem wcześniej nie stwierdziłaś, że kobiety są głupsze od mężczyzn? Czy to samo w sobie nie jest umniejszaniem wartości jednostki?

I dlaczego adwersarzy tego tekstu utożsamia się z nieogolonymi feministkami – lesbijkami, które cierpią na syndrom niedopchnięcia? Bipolarne postrzeganie rzeczywistości potwierdza Pani tezę, że jako kobieta jest pani bardzo ograniczona. W ogóle po co Pani pisze, skoro żadna „wybitna literatura nie wyszła nigdy spod kobiecego pióra” i to facet powinien się tym zajmować? I po co poszła Pani na studia? Pomijając takie kwiatki jak „Reasumując: świat nie rozwija się dzięki kobiecie – i to jest FAKT” (jaki FAKT? Potwierdzenie, cokolwiek?) to poziom pisarski leży jeszcze niżej niż mój i przywodzi mi na myśl wynaturzenia prawicującej licealistki, która zakochała się w jakimś chłopcu w koszulce z falangą i napisem „Proud to be Polish”.

I przedstawienie swojej płci jako tępej macicy na nogach, która jest jedynie dodatkiem do idealnej istoty jaką jest mężczyzna, jest egzekucją na własnej kobiecości, którą się tak Pani broni i odmawia  jednocześnie jej kobietom, które się nie zgadzają z Pani tekstem. To jest żenujące i śmieszne. I nie chce mi się śmiać, tylko płakać.