Ostatnio czytałam artykuł w Polityce o wyższości kultury islandzkiej nad polską. Mimo kryzysu, Islandczycy nadal tworzą swoje dziwadełka i wypuszczają na świat kolejne gwiazdy pokroju Bjork czy Jónsiego. Przeznaczają 4% swojego budżetu na kulturę, a z takim wynikiem nie dziwmy się, że szczycą się oni ogólnoświatowymi gwiazdami, a my nadal możemy chlubić się jedynie Szopenem. A tu proszę, w sobotę na oficjalnej stronie Toola pojawił się… Glaca ze Sweet Noise’a. Nagrywa z basistą Justinem Chancellorem szlagiery na debiutancką płytę formacji M.T.Void.

Udostępnione zostały trzy utwory: Wendell, Nothing’s Matter i Neo. Numery są ewidentnie dziećmi Toola okraszonymi elektroniką z ostatnich dorobków Nailsów. Poprzez wokal Mohameda są o półkę wyżej od rodzica w półce z napisem „agresywność”. Zaraz, zaraz, wokal?! WOKAL! Nie wierzyłam własnym uszom. Glaca śpiewa… po polsku. Dla mnie, jako chyżej Słowianki, nie ma wielkiego zaskoczenia językiem, bo zwykłam słyszeć teksty po polsku albo angielsku. Dla takiego Amerykanina to nie lada gratka usłyszeć muzykę w czymś co przypomina suahili. Jednak nie potrafię wyłapać tej egzotyki i czuję jakbym słuchała nowego albumu Sweet Noise. Może to przez to kawałki są, moim skromnym, bez szału. Może to przez to, że się nie osłuchałam, a żeby polubić takiego Lateralusa musiałam się naprawdę wgryźć. Wypowiem się po tym jak dostanę longplej w łapska. Ale proszę Państwa, wypada w tym przypadku trzymać rączkę na pulsie.

Panie Glaco, czekamy na album, mamy nadzieję, że będzie dostępny w naszym grajdołku i że projekt nie będzie jedynie ciekawostką dla sekciarzy toolowskich, jak to ma miejsce w przypadku z Modwheelmood. Gratuluję sukcesu i trzymam kciuki. Jest to jakże miły przerywnik w oczekiwaniu na jakąś aktywność ze strony Maynarda Keenana.

Lysyn hir