Może przerodzi się to w jakiś pomysł, kolejne nudne i nikomu niepotrzebne rankingi, recenzje i teksty, które będą wypełniaczami na tym smutnym jak pizda blogu. Nie obiecuję, wszystko tutaj jest od czegoś uzależnione, albo od mojego lenistwa albo splinu. Czyli mówiąc krótko – od cyklu mensturacyjnego. Albo od tego czy w grudniu nie będę szukać muzyki, tylko dalej będę słuchać The National i Mastodona.

Nie spodziewajcie się tutaj muzyki wyciągniętej z lisiej nory, która powali świat na kolana, a ja potem będę się szczycić, że słuchałam jej pierwsza. Z drugiej strony nowa płyta Rihanny sie tutaj też nie pojawi, chociaż byłam blisko, żeby ściągnąć Diamenty. Bartek Chaciński skutecznie mnie postraszył muzycznym Photoshopem, który u Ruhanny wylewa się z głośników i dałam sobie spokój.

Na samą próbę podrzucę trzy płyty. Nie będzie w tym zestawieniu nowego Grizzly Bear, bo dopiero sobie ten krążek zorganizowałam i muszę się z nim osłuchać. Jak na razie jest całkiem ciekawie, ale bez kawy bym zasnęła, odciskając sobie klawiaturę na policzku.

Nowy, trzeci album Crystal Castles nagrywany był w Warszawie. Co kryształowy duet zagoniło do tego pipidowa? Nie wiem. Być może zostali skuszeni taką egzotyką, bo przecież kto zagranicy nagrywa muzykę w Warszawie? Kto w ogóle wie gdzie leży Polska? Polandball to tak, ale Polska? Nieważne, koniec tego pierdololo. (III) może zalatywać na początku jakąś tanią techniawką ze sztacheta party, albo jakiegoś kiepskiego klubu z miejscowości poniżej 50 tysięcy mieszkańców. Dobrze, że to wrażenie trwa jakieś 5 sekund i szybko można się zorientować, że nie mamy do czynienia z Davidem z Getta, tylko czymś bardziej… skomplikowanym. Im głębiej w las, tym więcej apokalipsy i mrozu, przemieszanych z gryzącym gardło dymem i stroboskopem. Jest mocno, komercyjnie i niegłupio, czyli jest tak, jak sikorki lubią najbardziej.

Lubię Alice. Wydaje się taka niedomyta, beznadziejnie ubrana, koszmarnie ścięta i z makijażem jakby robiła jej go trzylatka. Na dodatek nie potrafi śpiewać. Jednak jej wrzaski, popiskiwania i szepty idealnie pasują do zatracenia, które kończy się uroczą kołysanką z bardzo niepokojącym tytułem „Child, I will hurt you”.

Koniecznie należy posłuchać: Insulin, chociaż zwrotki przypominają fragment teksu słynnego utworu „Gdzie jest krzyż” - „Ten krzyż to apel, do władz i do społeczeństwa!”. I przesłuchać singlowy Plague. Ale polecam całą płytkę, jest krótka. Nawet trochę za krótka.

Karawana jedzie dalej. Zorganizowałam sobie nowy album zespołu Rolo Tomassi, „Astraea”. Zespół gra metal. Jak mówi Last.fm RT gra noisecore, marhcore, grindcore, spazzcore i inne głupie przedrostki do słowa „core”. Ja sama połowy tych pojęć nie znam i szczerze mówiąc nie chce mi się w to zagłębiać. Więc zostańmy przy tym metalu, ale nie takim metalu, gdzie nastoletnie gimbusy uważają, że muzyka nie urodziła nic lepszego od czasów śmierci Cliffa Burtona, tylko takie bardziej „lotnym”. Rolo Tomassi wyróżnia się czymś na tle innych zespołów. Mają wokalistkę. Zastanawiałam się nad tym, czy zwrócić na to uwagę, bo feminizm mówi mi, że robienie z dziewczyny w zespole takiego gwoździa programu jest beznadziejne, jednak zasady wolnego rynku (JKM!!!) obowiązują również na polu muzycznym i na postaci Evy zespół zrobić może całkiem fajny marketing. Tak więc, mają wokalistkę, która jest fajną sztunią. Nie taką mhroczną-jak-chuj Lilith z Castle Party, tylko normalną, fajnie ubraną panienkę, która zajebiście śpiewa i growluje. Muzyka RT jest połamana, gitara bardzo mastodonowa (co bardzo mi się podoba) i dillingerowa, jednak jeszcze to nie jest to. Płyty trzeba przesłuchać, żeby dowiedzieć się, że są jeszcze zespoły, które chcą tego zardzewiałego, metalowego trupa popchnąć do przodu.

Koniecznie przesłuchać: Ex Luna Scientia.

Na ostatni rzut: Perfume Genius. Pan Pachnidło to nudny, smutny gej, grający wolną muzykę z pianinkiem, gitarą i mlaskającym zawodzeniem. Przy niesprzyjających warunkach pogodowych i biorytmie można przysnąć, dlatego przed słuchaniem zróbcie sobie kawusię. Jest coś w jego muzyce przejmującego. Tym swoim trzęsącym się głosikiem szepcze do ucha piosenki o miłości, wcale nie doprowadzając mnie do irytacji, co wiele innych jemu podobnych zespołów/wykonawców dokonało. Możecie się zapoznać z „Put Your Back N 2 It”, bo to album miły, lekki i uroczy. A przede wszystkim krótki, więc jak kogoś Pachnidło wkurwi swoim wyglądem czy manierą, to szybko i bezboleśnie wszystko przeleci.

Podrzucam teledysk do „Hood”, którego nie polecam osobom niechętnie nastawionym do mniejszości seksualnych. Sama popieram związki partnerskie dla par jednopłciowych, jednak gdy obejrzałam ten klip, pomyślałam „O kurwa, ale gejoza”.

I na koniec coś, co znalazłam dzisiaj. To znaczy nie ja znalazłam, ale znalazł Porcys, a ja sobie przypiszę zasługi, żeby za parę lat zaszpanować przed znajomymi. Panie i Panowie, przed Państwem dziecko Rona Weasley’a i La Roux! Archie Marshall znany jako King Krule, używający również pseudonimu Zoo Kid! Mam nadzieję, że coś dobrego z niego wyrośnie, bo ma naprawdę obiecujący głos. I że nikt mu nie powie, że rudzi nie mają duszy, bo gówniarz się zaćpa i nici z kariery.

Buziaki i pozdrawiam. Jak Wam się będzie nudziło, możecie polajkować ten żenujący blog na Facebooku.