Pisząc te notkę świerzbiło mnie aż, żeby wrzucić też Rolling in The Deep Adele i We Found Love Rihanny. Pierwszą wokalistkę szanuję i lubię, mimo pożarcia przez najbardziej prymitywne mechanizmy marketingu, Adelajda została sobą i jest nadal wesołą grubaską, która ćmi szlugi i ma wszystko w dupie. Drugą mniej lubię, jednak chylę czoła przed jej niewątpliwym talentem. Obie piosenki, chociaż puszczane wszędzie do samego porwania taśmy, wyjątkowo nie zalazły mi za skórę. Dlatego daruję im życie i jedynie skazuję na banicję. A teraz zapraszam na rajd po największych tegorocznych gównianych hitach.

Nickelback – When We Stand Together

Najgorszy zespół świata chyba miał parcie na ambitną piosenkę o pokoju i o biednych dzieciach. Żadna piosenka nie będzie ambitną gdy będzie zawierać w sobie Jejejeje zamiast jakiegoś mądrego tekstu (no może poza paroma wyjątkami jak w The Day World Went Away, ale tam jest Nanana). Zresztą od dawna wiadomo, ze słuchanie Nickelback jest obciachem i ta łatka odklei się od nich jak nagrają jakieś Dark Side of The Moon, albo umrą niedługo w tajemniczych okolicznościach. Swoja drogą ciekawe czy Kanada już przeprosiła za nich, czy mają zamiar zrobić to razem w pakiecie z Justinem Bieberem?

Michel Teló – Ai Se Eu Te Pego

Błagam nie, miejcie litość. Jeszcze komentarze najwyżej oceniane pod filmikiem. POLSKO DOKONT ZMIERZARZ?!

Foster The People – Pumped Up Kicks

Co tu się rozpisywać, zespół jednej piosenki, która ma ponad 50 milionów odtworzeń na YouTube. Nie mogę wyjść z podziwu jak taka średnia piosenka dla nastolatek uzyskała taką liczbę. Ach, no tak, słowo klucz – nastolatki.

David z Getta feat. Usher – Without You

Mówcie sobie co chcecie, ta piosenka musi tu być, bo po prostu kurwica mnie bierze jak to słyszę. Nikt przecież nie twierdził, że ten ranking będzie obiektywny!

Sak Noel – Loca People

- Znasz Loca People?
- A nie, nie znam.
- To ci puszczę, słuchaj.
- All Day, all night. All Day, all night. What tha fuck?
- Hehe, zabawne.
- All Day, all night. All Day, all night. All Day, all night.
- Ła da fak, haha!
- All Day, all night. All Day, all night. All Day, all night.
- Nieeeeeeeee, DO KURWY!

Rebecca Black – Friday

Chyba nikogo nie powinien dziwić ten kawałek tutaj. Debilny tekst, trzynastolatek prowadzący samochód i nierozerwalne związanie piosenki z teledyskiem, gdzie jedno nie przeżyje bez drugiego. Większość ludzi, którzy mieli „przyjemność” zapoznać się z Friday (a są tacy którzy tego nie znają?!) obejrzała to tylko raz pośmiała się i nigdy więcej tego nie powtórzyła. Szkoda tylko Rebeki, która dostała w oko męskim przyrodzeniem należącym do sławy.

Gotye feat. Kimbra – Somebody That I Used To Know



Prawdziwy faworyt tego rankingu. Somebody I used to know pojawiła się pod koniec ubiegłego roku i nie wiedzieć czemu zawładnęła umysłem masowego odbiorcy. Od razu mówię – ta piosenka jest dobra i całkiem zgrabna. Przyjemna dla ucha i posiadająca niegłupi tekst. Co w niej jest nie tak? Po pierwsze ta piosenka jest zaledwie dobra, a nie zachwycająca i nie powinny się nią zachłystywać wszystkie tablice facebookowe świata. Pokazuje ona w jakim stanie jest mainstreamowa muzyka, skoro promuje się aż tak piosenki dobre, a nie znakomite. Po drugie właśnie machina komercyjna wręcz zeżarła ten kawałek, który mógłby sobie tam gdzieś w samochodzie brzęczeć. Ale nie, gdy codziennie wchodząc na FB widzę, że co najmniej trzy osoby to wrzucają na tablicę to mnie krew zalewa, jakikolwiek to kawałek by nie był. Ostatnim gwoździem do trumny jest fakt, że zaczęto go puszczać na Radio Muzyki Fatalnej RMF fm. Jednak może coś w tym jest. Ta piosenka nie zginie w nieprzebranych bibliotekach z napisem „Ładne pioseneczki”, tylko utrwali się jako najbardziej wałkowany i przereklamowany numer udający muzykę niezależną.

Prognozy na rok 2012.

Obawiam się, że to zaszczytne miano przypadnie wokalistce Lanie Del Rey. Dziewczyna z niesamowitym talentem i magnetyzującym głosem może wypełnić lukę którą pozostawiła po sobie Amy Winehouse. Patrząc na Lanę mam deja vu, kiedy to niemalże identyczna sytuacja przydarzyła mi się parę lat temu z inną wokalistką. Zachwycona debiutem, nuciłam pod nosem kawałki, które ryczały mi do uszu przez słuchawki. Podsuwałam każdemu komu się dało mówiąc „Ta dupa robi zajebistą muzykę!” i niestety pewne zgrzyty zaczęły się pojawiać gdy artystka zaczęła brylować na salonach, a komercyjne stacje radiowe zaczęły ją puszczać co jakieś piętnaście minut. Tak, tak, to była Lady Gaga. I właśnie niebanalna osobowość Lany, jej niesamowita uroda i głos każą mi myśleć, że niestety jest ona wytworem marketingowym. Nie chce mi się wierzyć, że nagle tak wytrysnęła młoda, piękna, zdolna bez niczyjej pomocy i zaprojektowanego pijaru. Muszę przyznać, że życzę Lanie niepowodzenia, bo nie chcę wywracać oczami gdy usłyszę ją w jakimś gównianym radiu, pomiędzy Davidem Guettą i jakimś Feelem. Ona na to nie zasługuje.

A już niedługo pojawi się tu nowy pisak, Rodia, który jest jeszcze mniej pracowity ode mnie, więc jeszcze na premierę jego tekstu się nie napalajcie. Miłego weekendu. Kocham Was, me dzieci wieszcze!