Małe dziewczynki zwykle chcą zostać w przyszłości królewnami, baletnicami albo światowej sławy skrzypaczkami. Ja zawsze chciałam być strażakiem, gwiazdą rocka albo szpiegiem. Później po przeczytaniu Harry’ego Pottera chciałam być jeszcze czarodziejem, ale nie o tym zawodzie będzie w dzisiejszej notce, tylko o innym, całkiem pokrewnym do czarodzieja, który już został wymieniony przed kilkoma linijkami. Zawód szpieg. Gdy tylko nad przedpołudniową kawą weszłam na jakiś tam dział kulturalny, na jakimś tam ogólnopolskim portalu, natrafiłam na tytuł i z ciekawości kliknęłam. Było warto.

Pod tym tytułem kryli się „Niewierni”, których recenzja rozpiszczanej redaktorki niemalże doprowadzała mnie do irytacji. Artykułu nawet nie przeczytałam całego, bo nie lubię czytać recenzji przed przeczytaniem. Po drugie, jak już wspomniałam, szczytować to można recenzując The Dark Side of the Moon, a nie omawiając książkę, wiedząc, że autor to przeczyta. Ale wystarczy na tyle rad od cioci Sikorki, zobaczymy czy sama taka mądra będę, zwłaszcza że jestem świeżo po przeczytaniu „Nielegalnych”, czyli pierwszej części dwulogii (?) Severskiego.

Do książki przyciągnęło mnie to, że autorem jest prawdziwy (serio!) oficer polskiego wywiadu, który po odejściu z AW postanowił umieścić swoje wspomnienia w formie książkowej, dorabiając do tego fabułę i umieszczając akcję w Agencji Wywiadu (a gdzieżby indziej). W związku z tym, że miałam dziwne pomysły na swoją przyszłość za czasów szczenięcych, zatrzęsło mną aż i uznałam, że „Nielegalnych” przeczytać muszę, bo inaczej zemrę. Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że głównym bohaterem jest Konrad, który wydaje mi się, jest postacią, w której autor poukładał swoje cechy i skrawki swojego życiorysu. Czytając wywiady z Severskim dowiedzieć się można, że odszedł on z hukiem z AW w 2007 roku, kiedy to u władzy było Prawo i Sprawiedliwość. Wiadomo jakiego hopla miało PiS na punkcie służb specjalnych i nie trzeba być omnibusem, żeby domyśleć się, że Konrad/Severski nie lubi partii brzydkich ludzi z źle dobranymi krawatami. Ale nieważne. Konrad dostaje polecenie wykopania skrzyni pełnej supertajnych dokumentów, którą w czasie wojny zakopało NKWD na terenie twierdzy brzeskiej. A przecież to nie jest robota z łopatkami i wiaderkami w piaskownicy, bo Rosjanie też ostrzą zęby na skrzynię wraz z jej zawartością, a niech tylko Łukaszenka ich na tym przyłapie! Do tego pojawia się widmo kreta, który sprzedaje Ruskim informacje, o których Rosjanie mieli nie wiedzieć oraz prawdziwy  tytułowy „nielegalny”, czyli człowiek wychowany od gówniarza na szpiega z nową tożsamością i bezgranicznie ufający idei.

Jeśli sięgacie po „Nielegalnych” z nadzieją, że dowiecie się jakichś tajemnic, to możecie się trochę rozczarować. Książka zawiera mnóstwo ciekawostek z tak zwanego „codziennego życia szpiega”: jak podrobić dokumenty z czasów wojny czy jak wpuścić w maliny osoby, które śledzą szpiega. Czyli ciekawostki, którymi możecie błysnąć w towarzystwie. Mnóstwo jest przeniesionych do fabuły osobistych animozji autora (Zacharski musiał się nieźle wkurwić, jeśli to przeczytał) jak i fascynacji kryminałami skandynawskimi. Mam tu na myśli Stiega Larssona. Severski momentami zżyna na całego z Millenium, jednak jest to na swój sposób urocze, bo robi to specjalnie i jeszcze puszcza do czytelnika oczko mówiąc „No zżynam, no i co z tego?”.

Książka przedstawia właśnie życie agenta takie jakim jest naprawdę. Mało w nim biegania z coltem i zabijania złych Rosjan, którzy są klonami Dolpha Lundgrena, tak jak i mało w nim zapieprzania Astonem Martinem Vanquishem z prędkością, dzięki której straci się prawo jazdy na najbliższe 500 lat. Dużo za to jest podróżowania, planowania i rozmów, co Severski przedstawił w taki sposób, że mam mieszane uczucia. Fabuła niekiedy porywała tak, że nie mogłam nosa odkleić i wada wzroku leciała o kolejne miliony dioptrii, a niekiedy z trudem przebijałam się przez opisy zupełnie niepotrzebnych kontrapunktów. Nie, nie mówię tutaj, że nagłe opisy niezwiązane z akcją są złe, tylko gdy czytelnikowi przychodzi zmierzyć się z całym rozdziałem dotyczącym ślimaków na ścieżce, to się odechciewa.

Niestety nie obeszło się również bez potknięć językowych (na postrzeganie pozazmysłowe mówi się szósty zmysł, a nie siódmy) jak i powtórzeń („Podejrzany samochód i kierowca zawsze wyglądają podejrzanie” – no chyba że to jakiś żargon). Dialogi miejscami były nienaturalne, zwłaszcza gdy przychodziło do tego, gdy bohater miał ukazać swoje zaskoczenie lub targające nim emocje. Autor niestety po 2/3 książki dorzuca nowych bohaterów, z którymi w ogóle się nie zżyłam (no dobra, z Ruskimi trochę). W wątku szwedzkim akcja rozwija się w tempie ślimaczym i rozumiem, że to miało ukazać prawdziwą pracę policji, gdzie genialne pomysły rodem z amerykańskich filmów z cyklu „zabili go i uciekł”, nie przygniatają nagle oświeconych bohaterów, krzyczących „Eureka!”. Ale przecież to jest fikcja i trochę można było popchnąć to do przodu, doprawić i pobajdurzyć.

Myślałam, że „Nielegalni” mną wstrząsną, albo przynajmniej wciągną na amen. Wciągnąć wciągnęli i to kilkukrotnie, jednak chwilami męczyłam się i przeskakiwałam przez akapity nie tracąc raczej jakichś istotnych dla fabuły informacji. Książkę jednak warto przeczytać. Przypuszczam, że po „Niewiernych” również sięgnę, mam nadzieję, że kunszt pisarski pana Severskiego trochę się przepoczwarzył i w drugiej części będzie mniej nagłych zwolnień akcji na rzecz podziwiania winniczków na drodze.