Całą zawartość tej notki już umieściłam w tytule, więc jak nie masz czasu na pierdoły, masz słabe serce albo jesteś kibolem, nie zadawaj sobie trudu, bo dla pierwszych wymienionych po prostu nie piszę, drugiego przypadku nie chcę mieć na sumieniu, a trzeci po prostu nie skmini zdań zbytwielokrotnie złożonych.

Piszę to aby ponieść się trochę na fali frustracji kolejnych pokoleń zawiedzionych kibiców i robię to z pełną premedytacją – wsadzam szpilkę w pękające hemoroidy. Oczywiście nie każde z Was czuje rozgoryczenie, nie każde z Was jest teraz największą pomyłką PZPN, tylko dlatego że nie wybrało Was na selekcjonera, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Po co. Po cholerę to oglądacie. Takie coś przypomina mi bycie w toksycznym związku, gdzie baba doprawia Wam rogi na lewo i prawo, doskonale o tym wiecie i nie ma praktycznie żadnych szans na to, żeby przestała.

To trochę taki masochizm wpisany w polską kulturę. Obchody, rocznice śmierci, tragedii, apele i porażki. Przypomina mi się sytuacja podczas Euro, gdzie ze swoją jawną niechęcią do tego sportu, czułam się jak członek Młodzieży Wszechpolskiej w Błękitnej Ostrydze. Byłam prawie przy wszystkich meczach, jednak gdyby zsumować wszystkie minuty, gdzie gapiłam się na uspokajającą zieleń murawy wyszłoby jakieś 15 minut. Resztę czasu udawałam skupienie zupełnie jak na lekcjach matematyki w zamierzchłych czasach kiedy jeszcze chodziłam do szkoły. Hejtując na Facebooku i wyszydzając wszystko co związane z Euro i piłką byłam hejtowana. Nie robię tutaj z siebie żadnego Winkelrieda, bo przecież z tymi moimi podśmiechujkami i tak wyszłam najlepiej, podczas gdy reszta siedziała w kątkach, zalewała się perlistymi łzami i odszczekiwała „WYJDZIEMY Z GRUPY, ZOBACZYSZ”.

Nie wierzę w to, że oglądając wierzycie w to, że nagle husaria się w polskiej kadrze obudzi, staranuje przeciwnika i wbije osiem goli. Przecież nikt w to nie wierzy (nie, więcej powtórzeń się nie dało). Więc po co to oglądać. Jest tyle interesujących dyscyplin sportowych, gdzie Polacy odnoszą sukcesy, ale wszyscy się kuźwa uparli na piłkę nożną, w której prezentujemy poziom Burkina Faso.

Nie i nie żadne Wembley w 1973 roku, żaden Kazimierz Górski, żadne tam trzecie miejsce na Mundialu. To było dawno temu i nieprawda. Teraz znowu zacznie się dyskusja w mediach o stanie w PZPNie, zaczną się zastanawiać nad zmianą selekcjonera i setki mądrych, gadających głów zaleje wszystkie środki masowego przekazu przez następne dni. Gdybym umiała pisać aplikacje to bym stworzyła taką, która zamiast newsów o piłce, wstawiałaby zdjęcia kotów.

Jak zwykle dużo pieprzenia o niczym, ale mam dla Was, drodzy kibice dobre słowo. Życzę Wam abym to ja kiedyś usiadła w kątku i odczekiwała wszystkie złe słowa, które popłynęły ode mnie w stronę wielkiej polskiej piłki, która przecież już niedługo się odrodzi. I oczywiście wygramy Mundial.

He he he.