Historia, która zdarzyła się naprawdę. Zderzenie dwóch odległych i wydawać by się mogło, że niemających ze sobą nic wspólnego światów, zaowocować mogło totalnym chaosem i tragedią albo… niesamowitą przyjaźnią. Sparaliżowany milioner i znawca sztuki, mieszkający w pięknej kamienicy w Paryżu, otoczony pięknymi i niekoniecznie tanimi rzeczami, zatrudnia do opieki kolesia, z którym nie każdy chciałby spotkać się w ciemnym, podejrzanym zaułku.

Koleś ten jest Murzynem, mieszkajacym na paryskim blokowisku, gdzie znajduje się zbieranina wszelkiego elementu, dilerów narkotykowych, emigrantów, którzy potrafią żyć w M4 w 10 osób. Driss, bo tak ma na imię, na swoim koncie ma napad na sklep jubilerski, który wpakował go za kraty. Po wyjściu żyje ze świadomością, że nikt normalny z taką reputacją go nie zatrudni, szuka więc frajera, który podpisze mu papierki od francuskiego PUPu, że się do niczego nie nadaje i najlepiej by było gdyby takiego delikwenta utrzymywało państwo. Całe szczęście wcześniej wspomniany milioner całkowicie normalny nie był i wbrew wybałuszonym oczom współpracowników przyjął troglodytę.

I tak zaczęła się piękna historia, w której dwóch facetów z totalnie odmiennych środowisk zaczyna się poznawać i nawzajem od siebie uczyć. Phelippe pomimo żartów Drissa na temat jego niepełnosprawności nie czuje się poniżony, ba, dzięki naprawdę fajnemu scenariuszowi widz praktycznie nie zwraca uwagi na fakt, że facet może ruszać tylko głową. Oprócz genialnych momentów, w których cała sala ryczała ze śmiechu, wkrada się również dramat i brutalna proza życia obu bohaterów.

Film mimo poruszenia tak ważnych tematów jak niepełnosprawność i pochodzenia z dość patologicznego środowiska, nie jest nadęty i przesadnie moralizatorski. Jak przystało na prawdziwą komedię bawi i uczy widza, bez wciskania na siłę jakiś pompatycznych prawd, rodem z kina amerykańskiego. A sam Omar Sy, który zagrał Drissa, ukradł cały film, bo swoją grą nakreślił postać, którą na długo można zapamiętać.

Dawno nie widziałam tak dobrej komedii. Kiedy dookoła pojawiają się kolejne „Najzabawniejsze komedie roku”, w których żarty dotyczą srania i nawet przy nich mięsny jeż jest zabawniejszy, „Nietykalni” naprawdę są rewelacyjni. Warto iść na jakieś przedpremierowe pokazy, albo poczekać do 13 kwietnia.