Czy tam 9GAG, jeden pies.

Powstał jakoś niedawno (albo i dawno, tylko, że do Polski przyszło teraz) w wylęgarni portali społecznościowych, Palo Alto, kolejny twór mający zabić Twój czas. Nazywa się Pinterest i mam go chyba od trzech dni. Jednak do tej pory nie za bardzo skumałam jego ideę.

Pinterest to portal, który służy do dzielenia się zdjęciami i obrazkami wszelkiej maści. Działa na zasadzie tablicy, na której „zawieszamy” obrazki i „przypinamy” je, żeby reszta użytkowników mogła je sobie pooglądać. Gdy im się sposoba, przypinają je u siebie, bądź kilkają „Lubię to!”. Tworzy się w ten sposób poukładane w katalogach archiwa przeróżnej maści obrazków. Misją Pinteresta jest łączenie ludzi przez obrazki odpowiadające ich wspólnych zainteresowaniom. Konto opisane imieniem i nazwiskiem, można połączyć ze swoim Facebookiem i Twitterem. Kilka dni temu, Pinterest został okrzyknięty jednym z najdzybciej rozwijających się portali społecznosciowych.

Jak na razie na Pinteresta można dostać się dwoma sposobami, które jak na start serwisu zapewniają jego elitarność (jak to było z Google+). Konto możemy założyć na zaproszenie osoby, która jest już zarejestrowana, bądź… wpisać swój mail i czekać aż sami nas zaproszą. Skorzystałam z drugiego sposobu, o dziwo nie wyczekałam się w poczekalni na salony za długo, bo po połowie dnia dostałam na skrzynkę link uprawniający do rejestracji. Czyli jednak elitarność jest, ale wystarczy tylko kiwnąć palcem, żeby móc sobie pooglądać jaja Fabergé na barokowych toaletach.

Zamieszczając obrazek, który znaleźliśmy na jakiejś stronie należy podać adres, który kieruje nas do samego obrazka, bo system Pinteresta jak na razie nie połapał się ani razu gdy wklejałam mu adres strony, na której wisi dane zdjęcie. Sytuacja jest ułatwiona jeśli dany serwis ma obok przycisków „Lubię to”, „Tłituj” czy tam „Stamble”, guzik „Pin it”. Jeszcze nie spotkałam się z żadnym polskim sersiem obrazkowym, który by coś takiego posiadał. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, za Murzynami aż sto lat nie jesteśmy, jak na razie widziałam tylko jeden zagraniczny portal, który by pozwalał szybko „spinować” obrazek.

Mając już katalogi, a w nich po kilka obrazków, problemem jest obejrzenie ich. Oczywiście nie mówię tutaj, że nie chcą się powiększyć, czy coś. Klikając na jedno zdjęcie nie można w trybie galerii skoczyć do drugiego. Obrazek trzeba wyłączyć i kliknąć kolejne zdjęcie, w celu obejrzenia w dużej rozdzielczości.

No tak, ale pojawia się pytanie – po co to? Na galerie swoich twórczości i zdjęć mamy deviantarty, na wrzucanie zdjęć z wakacji mamy Facebooka, a do oglądania durnych obrazków mamy kwejki i inne tego typu durnoty. Pinterest pozwala wszystkie takie ładne, miłe obrazki gromadzić i pozwalać na to samo innym. A tak to nie wiem do czego jeszcze może to posłużyć, naprawdę. Już jeden portal społecznościowy przy swoim hucznym starcie miał możliwość rejestracji tylko i wyłącznie na zaproszenie. Zdobył astronomiczną liczbę użytkowników i teraz po ulicy hula wiatr wsród rozbitych szyb. Nie, nie mówię o naszej-klasie, tylko o Google+.

Pinterest ma niewątpliwie jedną zaletę – jest ładny. Śliczny, przejrzysty i na topie jeśli chodzi o obecny design stron www. Zastanawia mnie jedynie polityka na następne lata, bo nie wydaje mi się, żeby portal się utrzymał z tego, co wszędzie już gdzieś było. Jeśli ktoś chce obejrzeć, zapraszam na moje konto. Wysłać zaproszenie również mogę, zobaczymy jednak ile tam usiedzę. Czy nie będzie to kolejne konto, na kolejnym bzdetnym portalu na którę będę wchodzić raz na sto lat. Albo i w ogóle.