„Jeden Polak to istny czar, dwóch Polaków – to awantura, trzech Polaków – och, to już jest polski problem”. Dawno temu tak powiedział pewien znany Francuz, Wolter. Nie powinien więc nikogo dziwić ten shitstorm i cała wojna polsko – polska, która rozpętała się w internetach po premierze najnowszego filmu Pasikowskiego. Skoro już w epoce oświecenia tęgie głowy zwracały uwagę na ten problem, nie wróżę poprawy w tej materii w nadchodzących stu latach.

Nawet nie wiecie jak bardzo zmienia sposób zachowania czytanie takich internetowych wojenek z cyklu „Żydoskie lewaczki kontra Prawdziwi Patrjoci” (pisownia z premedytacją zamierzona). Kilka razy zdarzyło mi się w czymś takim uczestniczyć, czego zdecydowanie nie polecam. Człowiek tylko się nawkurwia, a do adwersarza przy dobrych wiatrach nic nie dotrze (przy złych wyzwie od debila). Jednakże często czytam takie przepychanki i dzięki nim diametralnie obniżył się mój poziom stosowania emocji do danych sytuacji. Mianowicie wiele rzeczy które wkurwiłyby prawie każdego, u mnie spotykają się ze wzruszeniem ramion. I tak właśnie od kilku dni, chrupiąc popcornem i siorbiąc colą, czytam piękny shitstorm na pewnej stronie na FB oraz ten, który wystąpił na Filmwebie pod Pokłosiem.

Właśnie, to miała być notka o Pokłosiu, a nie o shitstormach. Trudno jest pisać o filmie, gdzie ważniejsza jest cała otoczka reakcji, które wywołał. Sama nie wiem od której strony go ugryźć, bo obawiam się, że zejdę z tematu i dam się ponieść emocjom.

Po dwudziestu latach na emigracji w Stanach Zjednoczonych do rodzinnej wsi Łapy przyjeżdża Franek Kalina, który zaniepokojony faktem, że żona brata spakowała manatki, wzięła dzieci pod pachę i spieprzyła za ocean. Po przyjeździe zastaje młodszego brata Józka w totalnym marazmie. Szybko dowiaduje się, że Józek popadł w konflikt z całą wsią, bo zerwał nawierzchnię z drogi, która była utwardzona… żydowskimi nagrobkami. Na początku to młodszy wydaje się być takim stereotypowym, polskim wsiurem, który kopnie psa, umyje się w misce i chodzi w tureckim swetrze, a starszy obytym w świecie inteligentem. Role szybko się odwracają, garnitur Franka nie zakrył jego antysemityzmu trochę typowego dla Polonii z Chicago, a gumiaki Józka wcale nie były synonimem ciemnogrodu i zaściankowości, bo jako jedyny zainteresował się pamięcią po Żydach, którzy mieszkali w jego wsi przed wojną. Jak można się domyśleć, jego zachowanie nie przysporzy mu jeszcze większej sympatii wśród sąsiadów. Dostanie w mordę w knajpie i zalanie się krwią to dopiero początek hardkorowego ostracyzmu społecznego. Nie wiem dlaczego, ale nie przekonała mnie trochę rola Macieja Stuhra, który jest inteligentem i nie pasuje mu kreacja mało gramotnego chłopa z prowincji. Być może to wina scenariusza, ale jak na takiego rolnika, za ładnie się wysławiał. Lepiej wypadł Ireneusz Czop, który zagrał syna marnotrawnego, który wrócił z Ameryki, jednak tutaj znowu uczepię się scenariusza. Mam rodzinę w Stanach i wiem jak wysławiają się Polacy mieszkający tyle lat za oceanem. W ich mowie słychać aż błędy ortograficzne. Na oklaski zasługują bohaterowie drugoplanowi, a zwłaszcza kreacje starszych mieszkańców wsi. Scena gdzie bracia trafiają do starego Malinowskiego po prostu zwala z nóg. Ostatnie sceny filmu i pożaru są mocno przesadzone i przerysowane, jednak miały na celu walnąć odbiorcę pięścią między oczy. Moim zdaniem niepotrzebnie, cała wymowa filmu to zrobiła, ale u Pasikowskiego musi być chociaż szczypta brutalności.

Pasikowski dobrze wiedział, co wywoła kręcąc ten film. Pokłosie to kij wbity w mrowisko, szpilka najczulszym punkcie polskich kompleksów. Staram się jak mogę na swoim przybytku, żeby nie zacząć politykować i indoktrynować Was, moi przetrzebieni czytelnicy, jednak bawią mnie niezmiernie argumenty „przeciwników” Pokłosia. Jako amunicje przyjmują „fakt”, że Pokłosie obraża i szkaluje Polaków. Jestem Polką i ten film mnie nie obraził. I żeby nie było – jestem Polką z dziada pradziada, noszę jedno z najbardziej znanych polskich nazwisk i mam pospolitą, słowiańską gębę. Nic mi nie wiadomo o jakimś Żydzie w drzewie genealogicznym, a nawet jeśli by się taki znalazł, to nie miałabym nic przeciwko, tak jak gdyby znalazł się Niemiec, Włoch, Hiszpan, Hindus, Francuz, czy ktokolwiek inny. Bawi mnie też fakt, że 90% przeciwników filmu nawet go nie obejrzała (to samo jest z „Sąsiadami” Grossa). Oczywiście łatwiej jest przeczytać opinię innych na Filmwebie, ale każdy człowiek posiadający trochę oleju w głowie wie, ze opinia oparta na opinii to gówno nie opinia.

Jeszcze lepsze jest przerzucanie się faktami historycznymi, jakoby Żydzi mieli torturować Polaków, pracując dla NKWD. Być może tak było i ja tego nie wykluczam. Nacja w żadnym wypadku nie predestynuje do bycia dobrym czy złym człowiekiem. Po każdej stronie znajdziemy czarne karty historii, za które każdy kraj powinien się wstydzić, jak i cudowne momenty chluby. Przykłady? Spójrzcie przez pryzmat kontrastów: Niemcy – naziści i Oskar Schindler. Polska – Jedwabne i Irena Sendlerowa. Narodziny w danej szerokości geograficznej nie określają w żadnym wypadku człowieka, tylko to czy urodził się chujem i chujem umarł. Dlatego takie przerzucanie się historią przypomina mi tłumaczenie się alkoholika: Owszem, piję, ale tamten pije więcej ode mnie! Jest jedna rzecz, którą możemy (niestety, my) nauczyć się od Rosjan. Publiczność rosyjska po obejrzeniu Katynia Wajdy, potrafiła się uderzyć w pierś i przyznać, że ten film jest niezmiernie ważny dla ich tożsamości. Polacy tego nie potrafią zrobić, nie wiem czego tu się bać, przecież żadne z krytyków w wojnie nie uczestniczyło, więc żadne sumienie się nie odezwie. Jeśli chcecie film o zbrodniach żydowskich, to kto Wam broni taki film nakręcić?

I jeszcze jedno na sam koniec. Najbardziej chore jest kreowanie tak zwanego „niewidzialnego wroga”, na którego można zwalić winę za swoje wszystkie niepowodzenia. „Niewidzialnym wrogiem” numer jeden w Polsce jest właśnie Żyd. Który antysemita urodzony po wojnie rozmawiał kiedyś z Żydem? Który antysemita chociaż widział kiedyś takiego? Obawiam się, że lwia część odpowie „nigdy”, a nawet jeśli rozmawiała z Żydem, to ten mu nic nie zrobił. Żydzi (według spisu powszechnego) stanowią 0,03% ludności Polski. Rzeczywiście. Jest się czego bać. Uważajcie bo wam spod łóżka wyskoczą, odbiją żonę i zabiorą kamienicę, której nie macie.