Dziwna może wydać się Wam opinia na temat najnowszego dziecka Ridleya Scotta, skoro usnęłam oglądając jego najbardziej znaną i kultową latorośl, wdzięcznie zatytułowaną „Obcy któryśtam pasażer Nostromo”. Naprawdę, usnęłam po pięciu minutach „Obcego”. Nie dlatego, że był nudny czy coś, tylko dlatego że mam jakąś zaburzoną część mózgu odpowiedzialnej za sen. Moduł „gnicie” odezwał się akurat w momencie gdy przywieźli Kane’a na pokład z płaszczką na twarzy. Wydaje mi się, że to do czego przed chwilą się przyznałam, w niektórych kręgach mogło wywołać jeszcze większe oburzenie, niż wykrzyczenie „Jestem ateistką, lesbijką i pracuję w TVNie!” na zjeździe Radia Maryja na Jasne Górze. No cóż, trzeba łamać konwenanse, powtarzam zatem jeszcze raz: usnęłam na „Obcym”.

Po co więc poszłam na „Prometeusza” skoro dokonałam niebywale zuchwałej profanacji na innym filmie z całej sagi? To co zaraz powiem, wywołać może kolejne palpitacje wśród fanów Obcego. Otóż poszłam tam ze względu na Michaela Fassbendera, w którym skrycie się podkochuję. Gdyby nie on olałabym całkowicie ten film, tak jak najnowszego „Batmana” Nolana (nota bene oglądając poprzedniego Batmana też usnęłam, jest więc bardzo duża alegoria!). Zasiadając więc na sali kinowej z trochę za ciasnymi okularami na głowie, czułam, że moja obecność może być tu tak potrzebna i niepożądana jak Natalii Siwiec na Euro.

Z „Prometeuszem” miałam pewien problem. Oceniłam go na Filmwebie na 9, ale ze względu na moje jaranie się Fassbenderem nie brałabym tego pod uwagę i radziłabym się nie sugerować, gdyż ocena jest wysoce niemiarodajna. Próba wybrana do oceniania nie odzwierciedla faktycznych stanów i nastrojów panującym obecnie w polskim społeczeństwie. Dlatego jako jedyna reprezentantka grupy postaram się przedstawić swoją opinię która w działaniu matematycznym wyglądać będzie mniej więcej tak:

Prometeusz – Michael Fassbender = Opinia parusowa mniej więcej akceptowalna

I właśnie w tym momencie pojawiają się schody i kilka momentów, które trochę mnie podczas oglądania filmu zirytowały i wydały się niemożliwe. Mogłabym tak siedzieć z miną „Co, kurwa?” na sali, jednak grymas natychmiast ustępywał miejsca cieknącej ślinie i wyrazowi durnej blondynki gdy pojawiał się Fas… nieważne, miało już o nim nic nie być.

Prometeusz to jeden z najbardziej plastycznych i najładniejszych filmów jakie ostatnio widziałam. Wnętrza, największa dbałość w przedstawieniu detali statku, samo rozpoczęcie filmu i przedstawienie Inżyniera, który zapoczątkował życie na ziemi pokazywało, że ten kto to wymyślił musiał być ogromnym i niesamowicie kreatywnym wizjonerem. Nie wydaje mi się nawet, że ten obraz w przeciągu trzydziestu lat się w jakikolwiek sposób zestarzeje. Praktycznie każdy z bohaterów zapada w pamięć i każdemu można dopisać jakąś główną cechę, którą sobą reprezentował. Jest mnóstwo rewelacyjnych scen – w fotel mnie wgniótł moment gdy Shaw chciała dokonać aborcji na swoim „dziecku”. Właśnie i tu pojawia się jedno z pytań, które zadam w tej notce. Dlaczego nie padło słowo „aborcja”? Przecież Terlikowski i tak raczej nie pójdzie z setką swoich dzieci na ten film. Widząc Shaw krzyczącą do Davida „Wyjmij TO ze mnie!” czekałam aż nasz śliczny android odpowie „Nie zrobię tego, nie pozwalają mi na to moje przekonania religijne. Powinna pani urodzić, pokochać i wychować. Co z tego, że to kosmiczna ośmiornica, a nie człowiek?”.

No właśnie, jak już powiedziałam wcześniej, po odjęciu Fassbendera, dobrej gry aktorskiej i prześlicznego pudełeczka w którym znajduje się fabuła, Prometeusz ma mnóstwo durnych momentów, nielogicznych zachowań i rzeczy, których największy kretyn by nie zrobił, a bohaterowie owszem. Aby Wam nie przynudzać, wypunktuję wszystkie pytania dotyczące akcji, wątpliwości oraz oczekuję, że jakiś mądrala kiedyś zawinie do mojego portu i rozwieje wszystkie moje obawy. Zaczynamy:

  1. Dlaczego ekipa lecąca w kosmos nie poznała się przed startem?
  2. Dlaczego nie dobrano ich również pod względem charakterów? Rozumiem kapitan mogła być trochę nadgorliwa, ale reszta załogi powinna się poznać i umieć ze sobą współpracować. W scenie po obudzeniu, gdzie siedzą przed przyszłościowymi prezentacjami Power Point, już pojawiły się pierwsze fochy i kwasy między członkami.
  3. Jakim prawem uczestnicy nie znali celu misji przed startem? Jaki kretyn kupuje kosmicznego kota w worku?
  4. Dlaczego nie mieli żadnej broni? Jak można lecieć na spotkanie z cywilizacją będącą technologicznie lata świetlne przed nami z miotaczem ognia, który był niemalże zapałką?
  5. Kto normalny ściąga hełmy ze skafandrów w zupełnie nowym i obcym środowisku? Rozumiem, że stężenie gazów w jaskini było niemalże identyczne jak na Ziemi, ale co z bakteriami, na które Inżynierowie mogli być odporni, a człowiek mógł na nie zdechnąć w przeciągu trzydziestu sekund?
  6. Czym był drucik, przypominający fragment druciaka do mycia garnków, który wyleciał z oka Hollowaya?
  7. Skoro ludzie mają dokładnie takie samo DNA jak Inżynierowie, to dlaczego takiego samego DNA nie mają na przykład mrówki albo dinozaury? Przecież rozlatujący się Inżynier zapoczątkował całe życie na Ziemi.
  8. Po co hologram z dziadkiem (charakteryzacja, lol), skoro dziadek był na statku całkiem żywy i nie spoczywający jeszcze w pokoju?
  9. Nie rozumiem trochę również trybu rozmnażania się Obcego – rozumiem, że czarna maź to był zarodek (albo sperma, jak kto woli), który powodował jakieś zwyrodnienia (Holloway) i agresywne zachowanie u zarażonego (Fifield). Dopiero po współżyciu zarażonego z kobietą i zapłodnieniu jej, wychodziła ośmiornica, która musiała znaleźć kolejne ogniwo, aby z niego narodził się Obcy? Trochę to pokręcone i popieprzone. Zwłaszcza w porównaniu z przypadkiem Kane’a z „8. pasażera”

Bohaterowie popełnili mnóstwo błędów i ich zachowanie przeczy jakimkolwiek zasadom szkolenia BHP. Ważne jest przestrzeganie przepisów BHP, zwłaszcza na statkach kosmicznych! Wymienione dziewięć wątpliwości i pytań, „dzięki” którym Prometeusz się momentami kupy nie trzymał, to nie wszystko, tylko po prostu na tę chwilę nie mogę sobie wszystkiego przypomnieć. Dziury w scenariuszu i błędy logiczne znacząco by pociągnęły ocenę w dół, gdyby nie Micha… gdyby nie to, że akcja jest całkiem wartka, dynamiczna i trzyma w napięciu. Warto pójść i zobaczyć chociaż tę wymuskaną stronę wizualną, która naprawdę jest perfekcyjna, bo po ściągnięciu z torrentów Prometeusz straci chyba jeszcze więcej.

Ale tak w przypływie szczerości, któa naszła mnie na sam koniec tej notki – po wyjściu z kina jarałam się Prometeuszem jak pochodnia, emocje buzowały, a gdy już opadły wewnętrzny racjonalista zaczął zadawać niewygodne pytania, na które nie bardzo potrafiłam odpowiedzieć. No mimo wszystko i tak zostaję przy 9, różne filmy oceniłam na 9, które logicznie nie zasługują na taką ocenę (np. Kapitana Bombę). Mimo wszystko idźcie póki jeszcze można i sami oceńcie. Ja się do tego najwyraźniej nie nadaję.