Notkę dedykuję Ebusi.

Najchętniej bym wzięła na większość z Was, jakiś koktajl z Nospy Forte, ketonalu, Vicodinu oraz kilku leków na uspokojenie. Mogą to być Relanium i Xanax, popite Jackiem Danielsem. Ciągle broczę krwią, a rana często ropieje. Nie zanosi się nawet, że zostawicie na mnie brzydką bliznę, co by niezmiernie mnie szpeciło, ale jednak przestałoby mi tak uparcie dokuczać. Z tą przypadłością czuję się jak Chrystus biorący grzechy całej ludzkości na siebie. Tak, właśnie, boli mnie to, że większość z Was moi kochani, jako inteligentni i młodzi ludzie sracie we własne gniazdo.

Dziwnie i trochę prawicowo wygląda to ostatnie zdanie, zwłaszcza, że wyszło spod klawiatury lewaka. Większość z Was grzeje sobie dupki we Wrocławiach, Warszawkach, lub innych uroczych miastach pokroju Łodzi. Nie mam nic przeciwko temu! Części waszych gąb nie chciałabym widzieć aż do samej paruzji, a reszcie z całego serca życzę używania la dolce vita w dużych miastach, które jednak, w przeciwieństwie do miasta rodzinnego, oferują jego pełnię. Jednak uzmysłówcie sobie jedną kwestię, że każde niedorzeczności i farmazony wypowiedziane na temat miasta, w którym jak mleko z piersi piliście tanie wina, powodują u mnie samorzutne i gwałtowne wyładowania w neuronach. W prosty sposób możesz się dowiedzieć, czy Ty również powodujesz moje halucynacje, upadki i epileptyczne utraty przytomności.

Co ostatnio takiego ciekawego zdarzyło się w tym kołtuńskim kurwidołku? Daj sobie sekundkę, uruchom chomika w czaszce i pomyśl. Test wypadł pozytywnie, jeżeli odpowiedzią było „Ej, słyszałaś, że zegar słoneczny nie chodzi? Znowu się z nas śmieją!” albo „Matko Boska, kolejna strzelanina! Mówili o nas w TVN24!”. W kontekście Sieradza, nie używaj już więcej wymienionego zaimka „NAS”, ani jakichkolwiek zaimków rzeczownych i przymiotnych. Test również wypada pomyślnie, jeżeli mówisz: „Widziałaś, remont zrobili na Rynku! Nie ma gdzie zaparkować!”, „Postawili jakiś szalet na środku, stodołę jakąś!” albo „Wypizdówek, nic się nie dzieje, w Łodzi są kluby, dyskoteki”. Mam wątpliwą przyjemność pogratulować wszystkim tym, którzy ostatnio przyjechali tu na Święta i w trakcie prowadzonych rozmów z przyjaciółmi wypowiedzieli jedno z wyżej wymienionych zdań. Bardzo mi przykro, ale nie mam medali i pucharów, żywię jednak nadzieję, że zwycięzcy poczuli wbitą przeze mnie szpilkę. Mam nadzieję, że boli Was tak samo jak i moje napady, ropiejące rany, lumbaga, kamienie i wszelkie inne schorzenia, które symbolicznie na siebie przyjmuję.

Bolicie mnie niemiłosiernie, dlatego nie dziwcie się, że moja blada twarz przyjmuje grymas gdy widzi Wasze gadające głowy, narzekające i ruszające się jak główka na sprężynce u hawajskiej tancerki hula, albo pieska leżącego za tylnym siedzeniem Poloneza. Srając w gniazdko i odcinając się wielkomiejsko poprzez wpisanie WARSHAFFKA pod zdjęciem na naszej-klasie, przemawia przez Was taki typowy sieradzki kołtunizm, że gdybym nie miała tego przeciętnego IQ, to skwitowałabym Was tak jak robi się to na Pudelku. ŻENADA. Oszczędzę już Wam tego i powinszuję miłego weekendu.

Tym, którym testy wypadły negatywnie dedykuję piosenkę. Szkoda tylko, że liczbę tych, których nie zdali będzie mógł policzyć na palcach jednej ręki pracownik tartaku.