Będąc kiedyś całkiem brzydką przedstawicielką metalowej gimbazy, na wieść o koncercie Metalliki popuściłabym w swoje podarte za pomocą nożyczek do papieru spodnie. Będąc teraz przedstawicielką sama nie wiem czego, przyszłam na Sonicphere z jakąś cholerną, wielkomiejską chandrą. Co mam zrobić, zawsze gdy mam przyjechać do stolicy dostaję depresji przedporodowej. No, ale nieważne.

Trafiliśmy na Bemowo akurat przed występem Black Label Society. Gojirii nie żałuję, nie ruszy mnie szczerze mówiąc wieść, że dali zajebisty koncert, a w powietrzy fruwały staniki, prezerwatywy i darmowe LSD. Próbowałam swojego czasu liznąć trochę ich muzyki, jednak w ogóle mnie ona nie ruszyła. Chyba każde z nas miało coś takiego, że znajomi na siłę wpychali nam pod nos rzekomo „zajebistą kapelę” a po włączeniu „Play” okazywało się, że to w ogóle nie Wasza bajka. Ja tak miałam właśnie z Gojirą – ich muzyka nic nowego nie odkrywa, nic nie wnosi do kart historii, bo wszystko już wczesniej gdzieś słyszałam. Nihil novi sub sole i zdania nie zmienię. Chociaż kto wie. Może za rok będę sobie po pysku dawać czytając te słowa.

BLS. Zachwycona byłam wizerunkiem Zakka. Pióropusz indiański to jedno z moich marzeń, obok teleskopu i hamaku. Gdyby Wylde go gdzieś zostawił, to szczerze nie zawahałabym się go mu podpierdolić. Siedząc dalej przy kwestii wyglądu i dizajnu zastanawia mnie co ma tak zwany piernik do wiatraka, mianowicie co ma wyżej wspomniany pióropusz i totemik z glinianych czaszeczek do chińskich smoków, które wisiały za zespołem. Niech ktoś mi wytłumaczy, z łaski swojej.

Być może Black Label Society daje lepsze koncerty w klubach, dla swojego grona fanów, jednak pomimo kapitalnych możliwości technicznych Zakka i reszty muzyków (nigdy nie widziałam perkusisty, który podczas grania obraca pałeczkami) i zajebistych instrumentów (chociaż gitary-trumienki za darmo bym nie chciała) koncert był zaledwie poprawny. Co z tego, że zajebiście zagrali? Żeby posłuchać wyłącznie muzyki mogę włączyć sobie płytę, na koncert przychodzi się również po to, żeby mieć jakiś kontakt z muzykiem, a tutaj kontaktu było jak kot napłakał. Wiele zespołów nie uznaje koncertów festiwalowych i taką publiczność zwykle olewa. Do takich kapel usilnie pcha się BLS – weszli – zagrali – wyszli. Zabili go i uciekł.

O wiele lepsze było Machine Head, chociaż bardziej nastawiałam się na reczital ich poprzedników. Nidgy nie słyszałam tak dobrej i mięsistej podwójnej stopy. Jak nie przepadam za perkusjami, które udają AK-47, to tutaj czułam jak mózg rozbija mi się o ścianki czaszki. Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o Machine Head jestem kompletnym laikiem i po prostu nie znam ich muzyki. Pomimo kilku zabawnych potknięć byli dla siebie idealną reklamą, mówiącą przekazem podprogowym „Sikoro, kup naszą płytę! Albo najlepiej wszystkie!”. Spoko, jak będę przy keszu, to kupię. Czyli niestety nieprędko. Ale od czego jest Pirate Bay? Machine Head skutecznie zaspokoiło potrzebę publiki na jakieś odzywki wobec niej. Nie były to takie tam frazesy i głodne kawałki jak „Metallica loves you Poland!!!” Oh, wait, to miało być później. Nie były to takie tam frazesy i głodne kawałki jak „You’re the best audience we have ever seen bla, bla, bla”, tylko naprawdę Robert Flynn gadał konkretnie i do rzeczy. Być może odwali mi znowu w tym roku i pojadę na survival do Kostrzynia, więc mówię Panom z MH do zobaczenia.

Przyszedł czas na gwóźdź programu i wisienkę na torcie. Legenda dla każdego szanującego się brudasa! Proszę Państwa, przed Państwem… METALIKA! Ostry kopniak w twarz na dzień dobry. Kopniak który nazywa się Hit the Lights spowodował, że przedporodowa chandra uciekła mi jakimś tam otworem, a zamiast niej pojawiło się natychmiast powietrze wypełnione euforią (no i smrodem spod pach, oczywiście). Pomimo tego, że powinnam w majtki robić na myśl o kolejnym spotkaniu z panami z Metallipy, to powietrze stopniowo zaczęło ze mnie uchodzić. Odzywki Jamesa powoli zaczynały mnie irytować. Nie, Papa Het nie gada głupio. Problem tkwi w tym, że on co koncert gada jedno i to samo, w dokładnie ustalonych porach. Are you aliveeee? Poland, Metallica is with you! Wybaczcie, ale mógłby wymyślać na każdą trasę nowe teksty, bo momentami miałam deja vu. I nie trzeba było być trzy razy na Mecie, wystarczy odpalić ich koncertowe DVD, albo jakieś dupne nagrania z YT. Chyba bym zapłakała gorzkimi łzami, gdyby zaczął pytać czyj z publiczności jest to pierwszy koncert Metalliki. Och James, oszczędziłeś tego, chwała Ci.

Przyjemnie było usłyszeć piosenki, których prawdopodobnie nigdy nie będzie dane nam usłyszeć na żywo. Taka jest smutna prawda, że trasa z Czarnym Albumem była klasycznym ratowaniem wizerunku po wydaniu kakofonii i kociokwiku, czyli Lulu. Wiem, że może Was irytować ten mój ton „Wszędzie byłam i wszystko widziałam”, jednak przyznam się szczerze do jednej rzeczy. Nienawidzę Nothing Else Matters. Ładna piosenka zabita przez radio, ludzi nieposiadających gustu muzycznego i harcerzy z rozstrojonymi gitarami. Gdy usłyszałam pierwsze dźwięki, które przecież każde z nas potrafi zagrać, które wkurwiają sprzedawców sklepów muzycznych, wywróciłam oczami z myślą, że będę musiała zagryźć zęby i przeczekać. Jednak jakimś cudem wróciłam do czasów, gdy NEM była dla młodego człowieka najpiękniejszą balladą na świecie. Nie spostrzegłam nawet jak mi się łezka w oku zakręciła. Świetnym pomysłem było zastosowanie laserów, które w połączeniu z dymem sprawiały wrażenie kolorowego sufitu nad głową.

Metallica to zespół niesamowicie ekstrawertyczny i pomimo niesamowitego show, zgrzytam zębami nad schematycznością ich koncertów. Jednak – chwaląc się, oczywiście – gdy Robert rzucił mi kostkę, którą trafił mi w cycka (jebany ma cela), poczułam, że tak czy siak im wybaczę. Metallica to kapela, która jest byłym chłopakiem z pięknych lat szczenięcych. Pierwsza miłość, której nigdy nie zapomnimy, z którą poczuło się smak pierwszych pocałunków i taniego wina. Pomimo, że na wiadomość o wpadce pierwszej miłości z Lou Reedem poprzysięgliśmy jej wiekuistego focha, to i tak Metallica puści nam oczko i z szelmowskim uśmiechem stwierdzi I tak mnie kochasz.

Zdjęcia jak ktoś chce to niech pisze i się pyta. Jak dojrzę na jakiejś innej stronie moje zdjęcia, to zatłukę. Buziaki!