TrętNa wstępie chciałabym przedstawić swoją osobę, której zapewne Pan nie znał, nie zna i najpewniej nie pozna. Przez ten ostatni fakt szczególnie serduszko niewieście mi pęka i zalewam się diamentowymi łzami, ale takie jest życie. Mam na imię Ania, wieku już zaczynam nie podawać. Jestem Pańską fanką i bardzo lubię patrzeć na nagrania z koncertów gdzie rozbija Pan drogie instrumenty o deski sceny. Słucham Pańskiej muzyki od jakichś siedmiu lat i całkiem dziwnym trafem dowiedziałam się o Pańskiej jakże zróżnicowanej i interesującej muzyce.

Byłam wtedy młodą niewiastą, która miała za sobą przeszłość metalowo-glanową i naprawdę wstydziłam się za siebie, gdy przypominałam sobie moje modowe osiągnięcia w ówczesnym ubiorze. Będąc tą niewiastą słuchałam już wtedy indie rocka, Justina Timberlake’a i jarałam się chłopakami z za długą grzywką. Przemierzając bezdroża internetu trafiłam na ranking „Najseksowniejszych piosenek ever”. Zachwycona myślą o zajęciu podium przez piosenki Justina T. zaczęłam czytać i odpalać każdą po kolei. Gdy przyszło ujrzeć pierwsze miejsce pomyślałam „Co? A gdzie Justin?! Co to za brudasy, co, jak to, co? Dziewięciocalowe Paznokcie z piosenką Bliżej? Gdzie metal do seksu?!”. Jak to dobrze, że moje stereotypy nie zaćmiły mojego obrazu i nie spowodowały naciśnięcia z oburzeniem krzyżyka w przeglądarce. Nacisnęłam play.

Metal z pewnością to nie był. Być może od strony tekstowej można go było łączyć z najcięższą odmianą muzyki, mając jedynie na względzie… Pański bardzo dosadny przekaz werbalny komunikujący partnerce to co zamierza Pan z nią zrobić. Przypuszczam, że to przez rytm, który imitował bicie serca zafiksowałam się na punkcie „Closer” i w zapętleniu słuchałam jej przez cały weekend. Wybacz Pan serdecznie, ale również od razu ściągnęłam z torrentów całą Pańską dyskografię. Co poradzę, jestem biedna.

Chyba w marcu, albo w kwietniu 2000któregoś gruchnęła wiadomość, że Pański zespół, Nine Inch Nails wystąpi pierwszy i ostatni raz w Polsce. Z racji tego, że to była pożegnalna trasa NIN, oddałam swoje dzieci w zastaw do lombardu i pojechałam ze swym lubym do Poznania, aby nam przewietrzyło kanały uszne. To chyba był najlepszy koncert na jakim w życiu byłam, Panie Reznor. I mówię to bez podlizywania się, publiczność była tak podjarana faktem, że jest Pan pierwszy raz w kraju Piastów, że wszystko fruwało w powietrzu. Po koncercie mój aparat mowy był znacząco nadwyrężony, a w uszach słyszałam piski, szumy i trzaski.

NIN oficjalnie zakończyło działalność, Pan zajął się innym projektem muzycznym oraz rodziną. Teraz śmie Pan ogłaszać, że skończyły się Panu pieniądze i wraca Pan na trasę z NIN. Albo może zmęczyły Pana pieluchy, śliniaki, kaszki i ząbkowania, i chce Pan zobaczyć, czy jeszcze może rozbić gitarę o scenę? Wszyscy wiedzą, że taka jest prawda. I na dodatek w lipcu jest Pan z koncertem w Niemczech. Jestem oburzona.

Panie Reznor, uprzejmie proszę o to, żeby Pan nie przyjeżdżał ponownie do Polski, chociaż wiem, że był Pan bardzo uradowany występem i reakcją zebranych. Nie mam już więcej dzieci do oddania w zastaw do lombardu, ostatnie wzięła matka Madzi i wiadomo jak to się skończyło. Nerek też nie sprzedam, bo nie mam, przez takie gwiazdy rocka jak Pan noszę mini zestaw do dializ w torebce.

To wszystko co miałam do zakomunikowania.

Z poważaniem,

TRENT, ŻARTOWAŁAM, PRZYJEŻDŻAJ, DAJ KONCERT, BŁAGAM.
TĘSKNIĘ.
KOCHAM.