Ho! Prawie cały miesiąc leżałam wywalona do góry kołami i czekałam, aż larwy much zaczną mnie wpieprzać. Całe szczęście, że w grudniu i styczniu jest za zimno i wszelkie muchy padły, bo by teraz stał nade mną patolog i prosiłby rodziców o zgodę na zrobienie ze mnie preparatu na AMed. Oooo, nikt nie będzie rzucał moimi nerkami, albo odkrajał głowę i nosił ją po szpitalu w reklamówce, żeby pielęgniarki straszyć! Tak więc jak ledwo powróciłam z zaświatów to okazało się, że sesja prostacko szczypie mnie w pośladek, dając do zrozumienia, że czeka na mnie pierdyliard prac do napisania. No dobra, może nie pierdyliard, ale trzy w tygodniu. Jednak te trzy powodowały tyle bólu co poród trojaczków. Ale czego mogłam się spodziewać po filologicznym? Nie narzekam, nic innego sensownego dla siebie nie widziałam, oprócz fizyki jądrowej, na którą mnie również przyjęli, ale obawiałam się, że sobie mogę nie poradzić.

Zakładając tego bloga, przysięgałam sobie na Światowida, że nie będę pisać o sprawach babsko – męskich. Że będę pisać o kulturze, muzyce i sztuce. Gówno prawda, do pisania o tych sprawach wyklucza już mnie brak pochodzenia inteligenckiego, prowincja i puryzmy rynsztokowe, których lubię używać w swoich potoczyzmach. Ale jednak, zainspirował mnie jeden filmik na YT, który na samiuśkim początku tego roku nakręcił jakiś przypadkowy chłopaczek. 4 typy dziewczyn, których nienawidzę. Chciałabym złożyć gościowi swoisty tribute w postaci tego postu. Rzecz jasna na temat facetów.

Jako że studiuję na elitarnym uniwersytecie, który od wieków okupuje czołówki światowych rankingów uniwersyteckich, można powiedzieć, że obracam się w towarzystwie mądrych i bystrych samców, którzy mają nienaganne włosie, chodzą w pulowerach w romby i są w stanie przeprowadzić ze mną kulturalną dyskusję na każdy temat, czy to chodzi o kulturę, najświeższe wydarzenia, politykę i sprawy budzące kontrowersje. Oczywiście ma to w sobie tyle prawdy co książki Durickovej i Andersena. Owszem, obracam się w społeczeństwie studenckim i chciałabym opisać kilka przypadków samców, na których widok chciałabym złowieszczo i z metalicznym szczękiem przeładowywać shotguna.

Student prawa

Nic nie mam do studentów prawa, nazwa tego kierunku pojawiła się tylko dlatego, że najwięcej takich okazów można tam spotkać w warunkach naturalnych. SP wydaje się, że dostając się na tak zajebisty kierunek, złapał Światowida za nogi i jest tak zajebisty, jakby już miał swoją kancelarię i zarabiał miliony na sprawach rozwodowych gwiazd Hollywood. SP często przychodzi na wydział w garniturze, pod kołnierzem i krawatem, chociaż do sesji zostały trzy miesiące. SP ma zawsze w swojej prawicy rzecz, która jest dla niego reliktem i sprawia, że można go wyczuć na kilometr. NESESER. Z naturalnej skóry, drogi jak jasna cholera, sprawiający wrażenie, że w środku ma dokumenty tak ważne, że WikiLeaks by sobie dało za nie flaki wypruć. Tak naprawdę SP nosi ten neseser najczęściej pusty, no ewentualnie ma tam chusteczki higieniczne, bo SP i tak pożycza od innych długopis i kartkę. W rozmowie z nim, SP daje do zrozumienia, że jest najlepszy w każdej dziedzinie i powinien studiować jeszcze kilka innych kierunków. Dziw, że pracodawcy się o niego jeszcze nie zabijają. Przerost formy nad treścią i rozbuchane ego. Trzymać z dala, najlepiej na poligonie.

Klubowicz

Na początek wyjaśnienie, jak w poprzednim przypadku – to, że nie chodzę do klubów, tylko na koncertowe prucia mordy, nie oznacza, że gardzę wszystkimi ludźmi, którzy wybierają taką formę rozrywki. Gardzę tylko ich pewną częścią, która ma zaszczyt znaleźć się w tym zestawieniu. Gęba Klubowicza jest przeciętna, bądź brzydka. Włosie jest rzadkie, koloru nijakiego, postawione na żel przy pomocy grzebienia o drobnych ząbkach. Na dupsku ma jasne, przecierane dżinsy, na stopach jakieś obucie udające buty sportowe. I najważniejszy strój garderoby, który jest ikoną dla niego, jak dla Studenta Prawa neseserek. POLÓWKA Z LAKOSTE. Kurwa mać, nigdy nie umówiłabym się z facetem, który ma polówkę z tym jebanym krokodylem, nawet jak go kosztowała trzy bańki! W rozmowie Klubowicz jest poniżej SP, bo z SP, gdyby powycinać jego achy i ochy nad własną osobą, to by dało się w miarę normalnie i ciekawie pogadać. Z Klubowiczem się nie da, gama jego zainteresowań nie wykracza poza nazwy najmodniejszych lokali, gdzie kamikadze kosztuje 20 złotych. Jeżeli chodzi o chęć zobaczenia Klubowicza poza naturalnym środowiskiem (czyt. klubem), to można go zobaczyć najczęściej na kierunku Marketing i zarządzanie. Na innych kierunkach też, ale w o wiele mniejszych ilościach.

Pseudointeligent

I tak jak wyżej – sama nie jestem inteligentką, nawet nie pretenduję do tej warstwy społecznej, jednak prawdziwych inteligentów spotkałam na swojej drodze kilku. Inteligent jest miły, kulturalny, może porozmawiać na prawie każdy temat, a nawet jeżeli czegoś nie wiesz, to ci to spokojnie wytłumaczy. Pseudointeligent, to facet również inteligentny, ale podobnie jak SP zachłysnął się swoją osobą, najprawdopodobniej dlatego, że wyłożył jakiegoś klubowicza w dyskusji dotyczącej dupymarynizmu (co nie jest takie trudne). Pseudointeligent nie pretenduje do inteligencji, on JEST inteligencją. Gdy czegoś nie wiesz w rozmowie z nim, PI cię wyśmieje, wyzwie od ignoranta, a przy wysokim stężeniu alkoholu we krwi, nazwie cię chujem i burakiem, bo PI nie może obcować z kimś, kto nie przeczytał Ulissesa, albo nie słucha Joy Division. Znakiem rozpoznawczym PI są beznadziejne ciuchy, przydługie, tłuste włosy oraz permanentny brak samicy u swojego boku, bo co jak co, w dwóch pierwszych przypadkach, jakieś się czasem tam przewiną. PI uważa, że otaczają go sami debile. Najbardziej wkurwiający jest pijany, z kolegami (również PI) na parówa party w knajpie. Działa wtedy prawo „w kupie siła” i ich pijackie teksty są wyjątkowo irytujące. Samice, trzymać się z daleka.

Myślałam, że wymienię jeszcze cały wachlarz kretynów, ale po gruntownej analizie i interpretacji zrezygnowałam z wymienienia Woodstockowiczów i Ekstremalnych Metalowców, ze względu na to, że są zabawni i fajnie się z nimi wódkę pije. Ograniczyłam się wspaniałomyślnie do trzech typów na widok których moja trzustka zalewa mnie krwią i testosteronem i sprawia, że jestem napalona jak Doda na Jarosińską. Ciekawa jestem, czy jacyś faceci zakwalifikowaliby mnie do jakiegoś typu dziewczyn, których się nienawidzi. Na razie żyję w swoim idealnym świecie z poczuciem własnej oryginalności i bycia jedną na pierdyliard. Thank you, Światowid bless ya!